Kraje

Bilet do Raju

Bilet do Raju

Do raju najlepiej dostać się pociągiem, a jeśli to Słowacki Raj, to tylko z biletem w jedną stronę!
Ale po kolei…

Malownicza trasa kolejowa Margecany-Nalepkowo-Červená Skala

Podróżowanie koleją po Słowacji wydaje się jedynym słusznym sposobem.
Nie tylko dlatego, że sieć połączeń kolejowych na tak niewielkiej powierzchni jest znakomicie rozwinięta, ale głównie ze względu na widoki, które podziwiane zza okna pociągu dają zupełnie inną perspektywę. Niejednokrotnie lepszą, jako że trasy kolejowe zazwyczaj wiodą z dala od ruchliwych dróg, wśród pól, przez lasy i przez tunele. Pozwala to na dłuższą chwilę refleksji, na większą intymność z przewijającym się za oknem krajobrazem.

Na stacji kolejowej Margecany, obok której przebiega najbardziej uczęszczany węzeł kolejowy na Słowacji, łapiemy pociąg do Nalepkowa.
Trasa jest przepiękna. Mijamy małe miasteczka i wsie. Co chwilę ponad drzewami wyrastają kościoły ze strzelistymi wieżami, stare fabryki i opuszczone stacje kolejowe. Jedna taka przejażdżka, setki migających obrazów, powodują, że czuję się tu już jak u siebie.
Kilkadziesiąt minut mija zbyt szybko.

W Nalepkowie wsiadamy w kolejny pociąg. Ta podróż na zawsze zostanie głęboko w sercu.
Na samotny peron podjeżdża ‚motorak 810‚, symbol tutejszej kolei, czyli klasyczny czechosłowacki wagon motorowy. Ten jest niezwykły, bo jest własnością prywatną. Jest piękny! I cały do naszej dyspozycji, dzięki uprzejmości towarzystwa miłośników kolei Prievidzský Parostrojný spolok.
Szybko zajmuję miejsce obok maszynisty i właściwie nie ruszam się stąd aż do końca. Mimo deszczu i zapadającego zmierzchu widoki z tej perspektywy są wyjątkowe!

Ze względu na późną już porę i fakt, że motorak ma swój własny rozkład jazdy, zależny tylko i wyłącznie od jego załogi, resztę trasy pokonujemy rano. Na szczęście. Pogoda jest już dużo lepsza.

Telgart Penzion

Właściwie od pierwszych minut zapominam, że jestem na Słowacji, a nie w Szwajcarii. Mimo wczesnej jesieni wszędzie jest soczyście zielono. Pagórki wyrastające nad horyzontem skąpane są w porannym słońcu, promienie figlarnie skaczą po metalowych szynach, a z perspektywy maszynisty wszystko to nabiera kompletnie innego wymiaru. Jeśli do tej pory miałam wątpliwości, czy połączenie „pociąg” i ” Słowacja” dobrze zagra, to po tej przejażdżce zwyczajnie nie mogę ich mieć.

Najjaśniejszym punktem programu jest niewielka stacja kolejowa Telgart Penzion w miejscowości Telgart. Kiedyś pociąg przywoził tu kuracjuszy do pobliskiego pensjonatu, stąd jej nazwa. Dziś przystanek wyznacza maleńka metalowa wiata. Osobliwość tej atrakcji sprowadza się do pętli jaką zatacza tu pociąg. Przejeżdżając przez stary kamienny most, zjeżdża dość gwałtownie łukiem, by wyjechać przez długi, wydrążony w górskim masywie, tunel. Widoki, jak na starych pocztówkach.

Z motoraka wysiadamy na stacji Červená Skala. Znowu za szybko.
I choć uwielbiam siedzieć z nosem przyklejonym do szyby, to zazwyczaj czuje niedosyt, że tam po drugiej stronie okna jest prawdziwy świat, którego nie dotknę przez szkło.

Słowacki Raj

W drodze do uroczej miejscowości Dedynky wyskakujemy na chwilę, na krótki spacer, żeby poznać uroki Słowackiego Raju, przepięknego maleńkiego Parku Narodowego. No bo być tuż obok i nie skorzystać? Grzech!

Miało być krótko, łatwo i przyjemnie. I faktycznie było stosunkowo łatwo. Trasa, którą wybraliśmy: Biele Vody przez Geravy do Dedinek, to zaledwie 2h marszu w normalnych warunkach. Prowadzi ona przez najkrótszy wąwóz Słowackiego Raju- Zejmarską roklinę.
Po drodze kilka metalowych i drewnianych drabin przytwierdzonych wielkimi śrubami do urwistego zbocza, trochę łańcuchów i klamr. Jednym słowem: dostaję w pigułce wszystko to, co Słowacki Raj ma do zaoferowania.
Poziom trudności tej trasy jest średni i nie wymaga specjalnego przygotowania.

Nalepkove wodopady

Punktem kulminacyjnym, a zarazem celem tej ‚wspinaczki’, jest kompleks wodospadów Nalepkove wodopady, nazwanych tak na cześć Jána Nálepki, słowackiego kapitana i dowódcy partyzantów z czasów II Wojny Światowej, który przed wybuchem wojny uczył w szkole w pobliskiej miejscowości.

Niestety pogarszająca się pogoda i siąpiący z nieba deszcz powodują, że zmurszałe kamienie są jeszcze bardziej śliskie, a ziemia jeszcze bardziej grząska. Idzie się za to przyjemnie po prawie pustej trasie, łapiąc w płuca krzepkie górskie powietrze. Unosząca się nad lasem mgła nadaje całości niezwykle mistycznej oprawy.

Było zatem krótko, ale wyjątkowo pięknie.

4 Comments

  1. Atti
    20 października 2016

    Krasne fotky aj spomienky :)

    Reply
    • Jo Gasieniec
      22 października 2016

      Thanks Atti!
      I had a great time and have seen amazing places, it was only a pleasure to visit Košice Region :)

      Reply
  2. Tati
    9 października 2016

    Tak bardzo wow <3

    Reply
    • Jo Gasieniec
      9 października 2016

      Tati, zostawiłam tam serce 😉

      Reply

Komentuj