Kraje

Odczarowujemy „Hard Seat”!

Odczarowujemy „Hard Seat”!

Pierwszy pobyt w Chinach przyniósł traumatyczne wspomnienia z podróży koleją.  A dokładnie „hard seatem”, czyli najtańszą klasą. Tak przejechaliśmy wtedy dystans z Mandżurii do Harbinu. Dramatyczne 16 godzin w pozycji „na grzeczną pensjonarkę”, w zatłoczonym, brudnym, zadymionym i obskurnym wagonie.
Okazuje się jednak, że hard seat da się lubić. No może nie lubić, ale da się go przeżyć, i to bez większych problemów. Nasza magiczna recepta? Wystarczy jechać krócej!

Za pierwszym razem mieliśmy zwyczajnie pecha i trafiliśmy na jakiś przedpotopowy skład. Okien nie dało się otworzyć, a mimo ujemnych temperatur na dworze, w środku panował piekielny upał. Ponieważ okna były pozamykane, nie było też żadnej wentylacji. Do ceratowych siedzeń, w tym gorącu, przykleiliśmy się w chwili, gdy na nie siedliśmy.

Dym tytoniowy wlewający się spomiędzy wagonów, z palarni, po kilu godzinach był tak gęsty, że ciężko było oddychać. Do tego wraz z dymem z papierosów do wagonu co chwilę zawiewało dymem z opalanego węglem szybkowaru z gorącą wodą. Podłoga była zapluta, koło naszych stóp walały się wyssane kurze łapki, wyplute łuski słonecznika i plastikowe butelki, a o koszu na śmieci mogliśmy tylko pomarzyć. Do tego dwa miliony Chińczyków z miejscami stojącymi, przewożący cały dobytek życia w gigantycznych worach. Istny koszmar.

Tym razem nie porywaliśmy się już z motyką na słońce. Mądrzej dobraliśmy połączenia i na jazdę „hard seatem” zdecydowaliśmy się na mniejszych dystansach, wsiadając do niego w sumie aż 3 razy na różnych trasach: Hekou-Kunming, Kunming-Dali i Dali-Kunming. Żadna z tych „przejażdżek” nie przekroczyła 7 godzin.

Jak wielkie było nasze zaskoczenie, kiedy wsiedliśmy do pierwszego pociągu! Nastawieni na powtórkę z rozrywki, mobilizując się nawzajem, że damy radę i nie będzie tak źle, nawet nie zorientowaliśmy się, że czas już wysiadać!

Spodziewaliśmy się chociaż porównywalnego dramatu, a tu proszę, na każdym stoliku metalowa miseczka na śmieci! Czysta podłoga sprzątana w międzyczasie! KLIMATYZACJA! Materiałowe obicia na ceratowych siedzeniach! I nawet bez problemu udało nam zamienić z kimś siedzeniami tak, że całą drogę jechaliśmy koło siebie! No komfort!

Owszem, w połowie trasy czas troszkę zaczynał nam się już dłużyć, ale w każdej chwili mogliśmy rozprostować kości przechodząc przez prawie pusty korytarz.

Może to pozytywne zaskoczenie, to efekt obniżonych oczekiwań? Zgodnie z zasadą „zawsze oczekuj najgorszego, unikniesz rozczarowania”. Wierzę jednak, że w głównej mierze to sama chińska kolej, która tym razem stanęła na wysokości zadania. Hard Seat odczarowany!

Komentuj