Kraje

Przekraczamy Przełęcz Arthur’s Pass

Przekraczamy Przełęcz Arthur’s Pass

Wielokrotnie wspominaliśmy o tym, że oboje kochamy góry. Budzą w nas zdecydowanie więcej ciepłych uczuć. I niby można by powiedzieć, że przecież to nic specjalnego, kawałek wyniesionego terenu i tylu, o co tyle hałasu? Ale jakoś górski krajobraz wydaje nam się dużo bardziej zróżnicowany i ciekawszy, niż plaże. Nie ma dwóch takich samych gór, dwóch takich samych szczytów, czy dwóch identycznych przełęczy. No i zawsze można wejść na szlak! Jest więc i trochę aktywności i trochę estetyki 😉 Przy pierwszym samochodowym tripie po Południowej Wyspie musieliśmy odpuścić Arthur’s Pass. Było już za zimno, pogoda mocno się psuła i istniało wysokie ryzyko, że droga w stronę powrotną zostanie zamknięta, z powodu opadów śniegu. Za drugim razem się udało! Z resztą nie tylko my mieliśmy fuksa.

Mniej więcej na początku XIX w. na Zachodnim Wybrzeży rozpoczęła się gorączka złota. Osadnicy z Europy w poszukiwaniu naturalnych bogactw „dzikiego kraju” zaczęli zapuszczać się w najdalsze części Południa. Było im o tyle łatwiej, że większość szlaków, szczególnie na Wybrzeżu, przetarli wcześniej Maorysi, którzy wybierając najłatwiejsze i najbardziej dostępne trasy, od lat swobodnie przemieszczali się między wschodnim a zachodnim wybrzeżem.

Południowa Wyspa, nieskolonizowana wcześniej, miała naprawdę spory potencjał wydobywczy i coraz więcej osób malowało sobie świetlaną przyszłość w oparciu o wizję spływającego rzekami złota. Na drodze do ogólnego dobrobytu i wielkiego bogactwa stała niestety naturalna bariera. Alpy Południowe. Dzikie, niezjednane, niebezpieczne. No i pojawił się problem i potrzeba wytyczenia przejezdnego szlaku między regionem Canterbury a Zachodnim Wybrzeżem. Zadanie to powierzono Arthurowi Dobsonowi. Dobson dotarł na Zachodnie Wybrzeże, w swoim raporcie trasę określił jako ekstremalnie trudną, ale przejezdną. Mimo to jednak zapadła decyzja o poprowadzeniu drogi właśnie w tym miejscu, w którym znajduje się ona do dziś.

Pierwsze dyliżansy pocztowe, zabierające również pasażerów, ruszyły przez Arthur’s Pass w połowie XIXw, podróż między Christchurch a Hokitiką trawałą wtedy ok 36h przy sprzyjających warunkach pogodowych! Na początku XX w. ukończono budowę linii kolejowej i do dzisiaj trasa ta uznawana jest za jedną z najpiękniejszych w Nowej Zelandii.

Nam udało się przejechać bezpiecznie przez przełęcz, i pomimo obfitych opadów deszczu nie trwało to 36h 😉 Bezpiecznie dotarliśmy do Christchurch i z powrotem do Glentanner, by na chwilę przerwać podróż i nacieszyć się górskimi widokami z ganku białego, drewnianego domku nad jeziorem.

Komentuj