Kraje

Wet Lands, dojeżdżamy do lodowców!

Wet Lands, dojeżdżamy do lodowców!

Przekraczając Przełęcz Haast wjechaliśmy do Westlands. Właściwie tu powinniśmy zmazać „s” i zostawić samo Wet Land. Przez cały czas bowiem lało, nie padało, a właśnie lało! Jakby ktoś co chwilę chlustał wiadrem wody na przednią szybę. Po przejechaniu przełęczy widoczność spadła do kilkunastu metrów, a wycieraczki ledwo wyrabiały. Wreszcie wjechaliśmy na Wet Coast…tfu wróć, West Coast 😉 Ominęło nas sporo widoków z auta i krótkich tras spacerowych, z których przy tej pogodzie musieliśmy zrezygnować.

Ale wiedzieliśmy, że tak może być. West Coast to, obok fiordów, najbardziej mokra część Nowej Zelandii. Roczna suma opadów wynosi tu 2575mm, a średnia temperatura nie przekracza 19°C. Główną sprawczynią tego stanu rzeczy jest natura. Bliskie sąsiedztwo morza Tasmana i najwyższych gór Nowej Zelandii, Alp Południowych, powoduje, że w tej części wytworzył się specyficzny klimat tropikalny. Lodowate wody z topniejących lodowców na krótkim odcinku przemierzają sporą różnicę wysokości, zanim wpadną do morza Tasmana, następnie woda z powierzchni morza paruje, ciepłe masy powietrza przemieszczają się w stronę lądu, najpierw nad ciepłym lasem tropikalnym, potem nad górami, gdzie temperatura gwałtownie obniża się. W efekcie dochodzi do obfitych opadów deszczu, a w wyższych partiach gór- śniegu. Śnieg natomiast zmienia się w lód, który pod ciężarem kolejnych warstw śniegu ulega kompresji i tak w naturalny sposób zasilane są zlokalizowane tu lodowce. Klimat ten sprzyja również występowaniu specyficznej fauny i flory. Wrażenia są takie jakby znaleźć się nagle w Parku Jurajskim: wielkie paprocie, gigantyczne palmy i gęsta „dżungla” spowite w kłębach parującej wody. Wilgotność powietrza porównywalna jest do tej odczuwalnej w Azji Południowo-Wschodniej! A to dlatego, że jęzory niektórych lodowców schodzą na tyle nisko, by sięgnąć górnych granic lasu tropikalnego!

Kiedy w końcu dojechaliśmy do dwóch najistotniejszych punktów na mapie naszej trasy przez Zachodnie Wybrzeże: lodowca Fox i lodowca Franz Josef pogoda niestety się nie poprawiła. Ale nie powstrzymało nas to. Zawzięliśmy się, że dojdziemy możliwie najbliżej lodowców. Skończyło się na czekaniu w aucie, na parkingu na okno pogodowe i przerwy w opadach deszczu. Nasza cierpliwość została jednak wynagrodzona, przejaśniło się na tyle, że zdążyliśmy suchą stopą dotrzeć do punktów widokowych na obydwa lodowce!

4 Comments

  1. Aga
    22 maja 2015

    Przepięknie!

    Reply
    • Pchła
      23 maja 2015

      :) Dlatego byliśmy lekko wkurzeni, że pogoda była kiepska :( Ale z drugiej strony widok bardziej dramatyczny 😉

      Reply
      • Aga
        23 maja 2015

        Dokładnie! Cudowne zdjęcia. Bardzo zazdroszczę. :>

        Reply
        • Pchła
          24 maja 2015

          Dzięki Aga :) Jak tak ładnie jest, to zdjęcia same wychodzą 😉

          Reply

Komentuj