Kraje

Pożegnanie z Indiami

Posted by in Indie | 2 Comments
Pożegnanie z Indiami

Ostatnie 2 dni naszej „przeprawy” przez Indie spędziliśmy w Kalkucie. Skoncentrowaliśmy się na głównych highlightach: odwiedziliśmy dom Matki Teresy, w którym spotkaliśmy cudownych misjonarzy z Polski oraz imponujący Victoria Memorial. No i poszwendaliśmy się trochę po ulicach.

Poza tym był to dla nas przede wszystkim czas przygotowań przed powrotem do Nowej Zelandii, a zatem uzupełnianie garderoby, opracowywanie trasy po NZ i załatwianie ostatnich rezerwacji, ale też i czas podsumowań i wniosków. Zakończyliśmy, bądź co bądź, dłuższy etap naszej podróży.

Indie od pierwszego dnia były dla nas dużym wyzwaniem. Pierwszy raz musieliśmy zmierzyć się z tak dużą ilością ludzi! A właściwie tak chaotyczną i głośną masą ludzką.

No, ale w końcu Indie to najgęściej zaludniony kraj na świecie, więc czego się spodziewaliśmy 😉

Do tego doszła kompletnie inna kultura i próba jej zrozumienia.

Czy zatem nam się nie podobało? A jeśli nam się nie podobało, to po co siedzieliśmy tam tak długo?

No i tu oboje łapiemy głębszy oddech, bo odpowiedź na te pytania nie jest prosta.

Po pierwsze zdecydowanie trudniej podróżuje się po Indiach na tzw. „niskim budżecie”. I nie dlatego, że się nie da. Da się, mimo że Indie i tak są tanie, sporo tańsze, niż chociażby Sri Lanka, ale dlatego, że przy niewielkim spadku ceny, drastycznie wręcz spada jakość. Kiedy przez pierwszych kilka tygodni staraliśmy się oszczędzać, cisnąć każdą złotówkę na noclegach i transporcie,naprawdę dostaliśmy w kość. Z czasem jednak otworzyliśmy portfel trochę szczerzej i nagle okazało się, że jednak może być fajnie i przyjemnie. Nie zawsze, to prawda, bo w wielu miejscach, szczególnie tych z boku turystycznych szlaków, jedyne dostępne opcje noclegowe i transportowe były po prostu drogie i do tego daleko odbiegające, nawet od indyjskich standardów. No ale mówimy przecież o wielkim kraju, ciężko więc generalizować.

No bo Indie, to jak kilka krajów naraz. Kilka krajów, kilka religii, ustrojów politycznych i kilkanaście języków.

To przede wszystkim system i biurokracja stworzona z myślą o tym, żeby ogarnąć miliony ludzi mieszkających w tym kraju. To z jednej strony zbiór niejednokrotnie bezsensownych reguł, utrzymujących hindusów w ryzach, a z drugiej elastyczne prawo, które można nagiąć do własnych potrzeb.

To w takim razie, co nam się podobało?

Nie zaskoczę nikogo, jak napiszę, że jedzenie w Indiach jest absolutnie fantastyczne. Mimo mojej wielkiej miłości do kuchni tajskiej i chińskiej, stwierdzam bez wahania, że Indie stanowiły dla mnie kulinarny raj. Regionalne kuchnie różnią się od siebie, a zatem przemieszczając się regularnie, na monotonię nie można narzekać.

No to może ludzie?

No też nie, bo Hindusi, na których trafiliśmy w większość byli na prawdę pomocni, otwarci i mili. W wielu miejscach bez problemu dogadywaliśmy się po angielsku z przypadkowo zagadniętymi przez nas ludźmi. Nie spotkała nas żadna nieprzyjemność, nikt nas nie okradł, nie napadł, ani nie zgwałcił. Obalamy zatem mit o niebezpiecznym, dzikim kraju, tak dobrze znanym z mediów.

Poza tym Indie mają na prawdę sporo do zaoferowania. Plaże, plantacje herbaty, postkolonialne miasta, Himalaje, świątynie, jeziora itd. itd. Można by wymieniać naprawdę długo. Zatem w czym problem?

Ano w tym, że po dłuższym czasie przychodzi zmęczenie. Zmęczenie hałasem, tłumem i brudem. Tym, że cały czas naokoło coś się dzieje. Że na tych pięknych plantacjach herbaty, z boku drogi leży masa plastikowych butelek i papierów. Że w Himalajach, na szlaku, walają się papierki po chipsach i batonikach, w miastach szanowane przez Hindusów święte krowy wcinają na poboczu śmieci, a na nabrzeżach kobiety przebierają owoce morza, tuż koło rynsztoka, do którego zaraz obok ktoś sika. Temu wszystkiemu towarzyszy odpowiedni zapach, klaksony taksówek i tuk-tuków, szczekanie bezpańskich psów i głośne trajkotanie ludzi.

Taki ciągły stres, na jaki narażony jest organizm, czasem odbiera radość z podróży. Na szczęście tylko czasem, bo po dobrym posiłku i miłej rozmowie, świat od razu nabiera kolorowych barw. Wystarczy wtedy wyjść na ulicę, by dać się ponieść tej feerii doznań.

Ktoś po drodze powiedział nam „Indie kochasz jednego dnia, a nienawidzisz ich drugiego”. To prawda. Odczuliśmy to na własnej skórze. I mimo że wyjeżdżając z Indii czułam ulgę, to nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało.

Tym samym kończąc podróż po Indiach zapraszamy do galerii z naszego ostatniego tutaj przystanku.

 

 

2 Comments

  1. Traveling Rockhopper
    30 kwietnia 2015

    Duża racji w tym powiedzeniu o kochaniu i nienawidzeniu Indii…

    Reply
    • Pchła
      1 maja 2015

      :) Nam się od razu spodobało, bo tak idealnie oddaje to, jak czuliśmy się przez większość czasu :)

      Reply

Komentuj