Kraje

Amritsar, miasto Sikhów

Posted by in Indie | No Comments
Amritsar, miasto Sikhów

Po kilku godzinnym oczekiwaniu na dworcu kolejowym w Delhi, pełnej dezinformacji, przepychankach na zatłoczonym peronie oraz długiej i wyczerpującej podróży spóźnionym pociągiem, razem z Monią i Marcinem, dojeżdżamy do Amritsaru.Wyjątkowo, wiedząc o spóźnieniu, jeszcze w pociągu zarezerwowaliśmy nocleg. Dzięki za internet w komórce! Jest 4 rano, na dworcu pokotem śpią ludzie i ogólnie jest dość nieciekawie. Mimo tak późnej godziny, udaje nam się znaleźć rikszę, która mknie po pustych, zaśmieconych ulicach do centrum miast. Kierowca bez problemu dowozi nas na miejsce, prosząc na koniec o zdjęcie z nami! O 4:30 rano! Drzwi naszego hotelu zamknięte są na cztery spusty i dłuższą chwilę dobijamy się do środka. Na szczęście udaje nam się obudzić właściciela i w końcu docieramy do pokoju. Jesteśmy potwornie zmęczeni i chyba przez to, pierwsze wrażenia z Amritsaru nie są najlepsze.

Na szczęście rano  budzimy z dużo lepszym nastawieniem: wyspani, wypoczęci i po ciepłym (!!!) prysznicu widzimy świat w cieplejszych barwach. Właściciel hotelu wita nas pyszną herbatą, nocne śmieci poznikały z ulic, a ludzie uśmiechają się serdecznie. Pełni energii ruszamy do Złotej Świątyni Sikhów. Po drodze Marcin tłumaczy, o co w ogóle chodzi z tymi Sikhami.

Sikhizm

Dawno, dawno temu w mieście Sultanpur mieszkał skromny mężczyzna imieniem Nanak. Pochodził z bogatej kupieckiej rodziny, dzięki czemu odebrał porządne wykształcenie. Od wczesnych lat interesował się religią, a dzięki statusowi i wpływom rodziny, mógł pogłębiać swoją wiedzę i zainteresowania. Wierzył, że Bóg jest jeden, i że można do niego dotrzeć będąc dobrym, tolerancyjnym człowiekiem żyjącym w zgodzie z innymi. Nanak nie wierzył w panujący ówcześnie w Indiach podział kastowy. Gdy skończył 30 lat Bóg polecił mu, aby  te nauki przekazał światu.

Tak narodził się Guru Nanak- założyciel religii Sikhów.

Historia Sikhizmu jest dość burzliwa i krwawa. Sikhowie przez lata byli prześladowani, ze względu na swoje przekonania. Ale w wyniku takich zawirowań utworzyli oni przejrzysty kodeks, wyznaczający normy codziennego życia. Sikhowie charakteryzują się przede wszystkim niezwykłą etyką i honorem oraz gotowością poniesienia śmierci w imię swojej religii, obrony moralności i w walce przeciwko tyranii. Sikhowie przestrzegają określonej diety i sposobu ubierania się. Nie obcinają włosów, które chowają pod turbanem, za pasem krótkich spodni (Kacz) noszą specjalny nóż- Kirpan, a na nadgarstku metalową obręcz- Kara.

Pozostając w zgodzie z religią, każdy Sikh odbywa pielgrzymkę do najważniejszego, świętego miejsca- Amritsaru.

Amritsar- Sadzawka Nektaru Nieśmiertelności

W końcu docieramy na miejsce. Kompleks jest ogromny, a tłum wewnątrz, ciężki do opisania. Przy wejściu, w przechowalni, zostawiamy buty, by dalej, jak przystało na pielgrzymów pójść boso. Gdy tylko przechodzimy przez bramę naszym oczom ukazuje się niesamowity widok: biały marmur, miedź i odbijające słońce złoto oraz morze kolorowych turbanów!

Złota Świątynia jest nie tylko celem pielgrzymek ludzi z całego świata, ale przede wszystkim symbolem ludzkiej równości i braterstwa, zgodnie z podwalinami wierzeń Sikhów. Zbudowano ją pośrodku Jeziora Nieśmiertelności, czyli amrit-sar, w dolinie, tak by każdy, nawet ciężko chory, mógł bez problemu do niej dotrzeć. Do świątyni prowadzi marmurowa grobla, kosmicznie zatoczona, a wewnątrz świątyni przechowywana jest święta księga Sikhów.

Kompleks posiada 4 wejścia, wychodzące w każdym z czterech kierunków świata, symbolizujące otwartość na pielgrzymów wszystkich religii i wyznań, niezależnie od przynależności kastowej.

Na terenie kompleksu spędzamy prawie pół dnia. Mimo, że wizyta tu nie ma dla nas aż tak duchowego wymiaru, to nie da się ukryć, że i nam udziela się panująca tu atmosfera. W międzyczasie, razem z Monią, pozujemy do miliona zdjęć. Moja siostra, ze skórą koloru otaczającego nas marmuru, przyciąga zazdrosne spojrzenia połączone z podziwem. Nic więc dziwnego, że każdy chce zdjęcie.

W końcu, po powolnym zwiedzaniu, fotografowaniu i byciu fotografowanym, udajemy się do ceglanego budynku ze strzelistymi wieżami.

Langar Khana

Na terenie świątyni zlokalizowana jest komunalna kuchnia, czyli Langar Khana, oferująca pielgrzymom ciepły posiłek. Dziennie obsługuje ok. 75 000 pielgrzymów i turystów. Tam właśnie idziemy, by w towarzystwie jakiś 300 innych osób, siedząc na podłodze z metalowym talerzem przed sobą, zjeść pendżabski lunch :)

Wszystko odbywa się tu sprawnie. Idziemy pchani przez tłum, po drodze ktoś wciska nam do rąk metalowe talerze i łyżki. Potem czekamy przed jednymi z czworga drzwi. Wcześniejsza grupa w końcu musi najpierw skończyć jeść. Kiedy w końcu drzwi się otwierają, wchodzimy do środka i wszyscy siadają koło siebie w rzędach. Następnie dostajemy po kolei: łyżkę ryżu, chapati, dal i wodę.Jedzenie roznoszone jest w wielkich metalowych wiadrach. Na koniec zgarniamy swoje talerze i razem z innymi idziemy je umyć. Talerze zabiera nam jednak po drodze jeden z pracujących tu mężczyzn, dziękując uśmiechem.

Ceremonia opuszczenia flag w Wagah

Następnego dnia rano docierają do nas niepokojące wiadomości. Poprzedniego wieczora, podczas  uroczystej, codziennej ceremonii opuszczenia flag na przejściu granicznym z Pakistanem, doszło do zamachu terrorystycznego. Dwudziestoletni zamachowiec wysadził się po pakistańskiej stronie, 600 m od miejsca, w którym odbywa się ceremonia, zabijając ok. 60 osób, raniąc ponad 100. To byłoby na tyle z naszych planów na ten dzień. Jednogłośnie rezygnujemy z wcześniej zaplanowanej na ten dzień wycieczki na granicę.

Znajdujemy za to jedynego w całych Indiach i chyba na świecie w 100% wegetariańskiego McDonaldsa! Pendżab jest stanem, w którym panują dość surowe restrykcje dotyczące spożycia mięsa. W promieniu kilku km od Złotej Świątyni nie wolno  jeść i sprzedawać mięsa, a także palić papierosów i pić alkoholu! My na brak mięsa nie narzekamy, bo tutejsza kuchnia jest przepyszna!

Podczas kilkudniowego pobytu w Amritsarze na każdym kroku odczuwamy serdeczność i życzliwość. Nawet prosząc o zdjęcie z nami, ludzie są jakoś tak mniej nachalni. Nie ukrywam, że to przyjemna odmiana.

 

Komentuj