Kraje

Taj Mahal dla ubogich

Posted by in Indie | 4 Comments
Taj Mahal dla ubogich

Gdzie pojechać w Indiach, żeby nie jechać tam, gdzie wszyscy? Żeby zboczyć z udeptanego szlaku tylko trochę i tylko na chwilę? Żeby zobaczyć kawałek nieturystycznych Indii, nie spędzając przy tym dwóch dni w pociągu w jedną stronę? Mieliśmy szczęście trafić do takiego miejsca i zobaczyć przy okazji kilka nietuzinkowych atrakcji, bez konieczności przeciskania się przez tłum turystów.

Aurangabad, bo o nim mowa, pomijany jest na rzecz pobliskiego Mumbaju. Pobliskiego, jak na Indyjskie standardy odległości. Miasta dzieli bowiem niecałe 350 kilometrów. Podróż autobusem jest wyjątkowo długa, niewygodna i zdecydowanie zbyt droga (590Rs/os), biorąc pod uwagę komfort i czas dojazdu. Co innego pociąg – ten mknie po szynach na tyle szybko, że z Mumbaju do Aurangabadu dociera się w około 6 godzin, nie uszczuplając przy tym znacznie portfela (170Rs/os). Na miejscu próżno szukać turystów, a co za tym idzie rozsądnych noclegów z dostępem do internetu. Jednak będąc w takim miejscu nie o to chodzi, aby siedzieć w pokoju przed komputerem. Przyjechaliśmy tu głównie z myślą o wizycie w pobliskim kompleksie Ellora, ale samo miasto okazało się na tyle wyjątkowe, że należy mu się kilka słów.

Aurangabad porywa egzotyką i pulsem miejskiego życia. Od zapachów, hałasu, kolorów i upału aż kręci się w głowie. Nie sposób oprzeć się specyficznemu urokowi tego małego miasta, tak bardzo innego, niż wszystkie, które widzieliśmy dotychczas w Indiach. Satysfakcji dopełniają ceny w sklepach i restauracjach, znacznie niższe, niż w turystycznych miejscowościach. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodzi odzież i wszelkiego rodzaju tkaniny. Aurangabad jest bowiem największym w tej części Indii centrum tekstylnym. Stąd pochodzą też jedne z najlepszych, najdroższych i najbardziej prestiżowych ręcznie tkanych jedwabnych sari – paithani. Praktycznie na każdej uliczce w mieście jest co najmniej kilka sklepów i straganów, na których można kupić wszelkiego rodzaju odzież, od tradycyjnych Indyjskich strojów, po ubrania wzorowane na modnych zachodnich markach. Warto odwiedzić jeden z licznych warsztatów tkackich, aby zobaczyć w jaki sposób powstają słynne i cenione tkaniny.

Należy dodać, że Aurangabad to najstarsze miasto stanu Maharasztra, w związku z czym na brak atrakcji nie narzekamy. Do najciekawszych należy tak zwany „Taj Mahal dla ubogich” czyli Bibi Ka Maqbara (wstęp 100Rs/os). Mauzoleum, wzniesione pod koniec XVII wieku, zaprojektowane zostało w oparciu o powszechnie znany Taj Mahal i jest do niego uderzająco podobne, chociaż wykonane ze znacznie mniejszym rozmachem. Stąd też bywa nazywane wersją dla ubogich. Ciekawostką jest, że projektant Bibi Ka Maqbara był synem projektanta Taj Mahal, co tłumaczy podobieństwo obu budowli.

Aurangabad nazywany jest też „miastem bram”. W ciągu wzniesionych wokół miasta fortyfikacji znajdowały się niegdyś aż 52 bramy. Do dzisiaj zachowało się niestety tylko kilka, ale w dalszym ciągu warto rzucić na nie okiem przy okazji spaceru po mieście.

Kolejną ciekawostką jest młyn wodny Panchakki. Zarówno budowla, jak i teren kompleksu, w skład którego młyn wchodzi, nie są imponujące. Jest to jednak pomnik XVII-wiecznej inżynierii, ponieważ woda zasilająca młyn została do Panchakki doprowadzona specjalnie w tym celu wybudowanym akweduktem, z oddalonej o 8 kilometrów rzeki. Można więc wyobrazić sobie skalę tego przedsięwzięcia na tamte czasy. Nawet dziś nie byłaby to ani prosta w wykonaniu ani tania inwestycja.

Dla nas atrakcją Aurangabadu była też kuchnia. Nie próbowaliśmy żadnych nowych, unikalnych dla regionu potraw, jednak te dobrze nam już znane były przygotowywane w trochę inny sposób, przez co były wyjątkowo pyszne i ciężko było się oprzeć, żeby nie zamówić za dużo. Nam się zazwyczaj nie udawało i po każdym posiłku pękaliśmy w szwach :)

Zawsze nas też interesowało, jak wygląda kuchnia w takiej przeciętnej restauracji w Indiach. Spodziewaliśmy się, że pyszne potrawy pojawiające się na naszym stole są gotowane w jakimś obskurnym pomieszczeniu, w brudzie, smrodzie i warunkach urągających jakimkolwiek standardom czystości czy higieny. W jednej z restauracji udało mi się dotrzeć do właściciela, który po krótkiej rozmowie i zachwalaniu serwowanego jedzenia, zgodził się na wizytę i zdjęcia w kuchni! Naszym zdaniem, jak na Indie, super czysto! :) A wy, jak myślicie? Zapraszamy do galerii!

 

 

4 Comments

  1. Joanna
    28 sierpnia 2015

    A jak dotrzeć do tej knajpy? w Aurangabad? :)
    ps wybieram się tam w styczniu 2016 i zbieram info
    pzdr Asia

    Reply
    • Jo Gasieniec
      2 września 2015

      Chodzi Ci o to miejsce, w którym pozwolili nam zrobić zdjęcia? Łatwo tam trafić :) jest tuż obok dworca kolejowego, po prawej stronie stojąc tyłem do dworca. Obok siebie są 2 czy 3 takie duże jadłodajnie, ta „nasza” w była zdaje się środkowa :) Szukaj po szyldach „hotel” 😉

      Reply
      • Asia
        3 września 2015

        Dzięki za odpowiedź, będziemy szukać, … i prawdopodobnie zrobimy podobna trasę do Waszej, czyli m.in Ellora, Varanasi, Darjeeling …więc
        po przeczytaniu uważnie całej relacji z podróży może nasuną się jeszcze jakieś pytania, pzdr Asia

        Reply
        • Jo Gasieniec
          4 września 2015

          W takim razie powodzenia, zarówno w planowaniu, jak i już później podczas samej podróży! Gdybyście mieli jeszcze jakieś nurtujące pytania, to śmiało piszcie :)

          Reply

Komentuj