Kraje

Plaże Sri Lanki subiektywnie

Plaże Sri Lanki subiektywnie

Plażowi nie jesteśmy. Nigdy nie byliśmy. Mając do wyboru: morze czy góry, w 90% wybieramy góry. Owszem, fajnie jest wygrzać się na słońcu, posiedzieć na piasku i wymoczyć w krystalicznie czystej morskiej wodzie…ale po godzinie robi się nudno. Żadne z nas nie jest zapalonym surferem ani nurkiem. Sporty wodne ograniczamy do skakania przez fale, dryfowaniu na wodzie czy kąpielach przy świetle księżyca. Przyznacie sami, że zgodnie z powyższym dłuższy pobyt na plaży właściwie nie ma większego sensu. Owszem, raz zrobiliśmy wyjątek i było fajnie, ale raz wystarczy. No chyba, że znajdziemy plażę idealną, „raj utracony”, wtedy zobaczymy. Póki co, przedstawiamy subiektywny przewodnik przez plaże Sri Lanki.

Podczas pobytu na Sri Lance nie sposób plaż uniknąć, w końcu wiadomo, wyspa. Właściwie to przy panujących tam temperaturach plaża prędzej czy później staje się marzeniem. Zimna woda, leżak w cieniu i…zimna woda. Nas również to nie ominęło. Mimo, że nie spędziliśmy długiego czasu bycząc się na piasku, a i plaż nie odwiedzonych wiele, postanowiliśmy subiektywnie podsumować te, na które trafiliśmy.

Negombo

Pierwszą plażą, na naszej liście była ta w Negombo. Miał być szał- nie było. Woda nie była błękitna, za to fale wysokie, a piasek gruby i nieprzyjemny. Do tego nie mieliśmy szczęścia do pogody, pomimo upału, słońca nie uraczyliśmy. Za to musieliśmy opędzać się od żebrzących rybaków, lokalnych przewodników i innych nieszczęśników, którzy zarzekali się, że naszych kilka rupii pomoże 16-osobowej rodzinie, która dziś jeszcze nie jadła. Do tego niemiło zaskoczyły nas ceny kłujące w oczy cyrylicą, kierowane głównie, a jak, do turysty rosyjskiego. O jakości jedzenia w turystycznych knajpkach nie wspominając. Próżno szukać tu lokalnej kuchni. No chyba, że wrócimy się 3km do miasteczka. Plaża jest dość spora, ale co z tego, skoro nic na niej nie ma. Zero leżaków, zero parasoli i zero knajp. Za to bez problemu można wybrać się na niezasadnie drogi rejs lankijską łodzią, wspierając przymierającą głodem 16 osobową rodzinę. W razie wątpliwości, nie ma sprawy! Od czego jest zeszycik z rekomendacjami od naszych rodaków i innych zadowolonych Europejczyków. Obowiązkowo ze zdjęciami. Tuż obok plaży turystyczny „deptak”, tzn. główna ulica, z masą sklepów z drogimi pamiątkami, nachalnymi sprzedawcami i kierowcami tuk tuków. O świętym spokoju można zapomnieć. Jednym słowem- nie warto!

Cena noclegu: Blu Marine (nie mylić z Blue Marine)pokój 3 osobowy z łazienką 2000rupi/noc, bez klimatyzacji, wifi w pokoju

Cena posiłków: przypalone curry smakiem przypominające zupę jarzynową ok. 350 rupii, minimalistyczny omlet z ostrą papryczką „cobra”, o skutkach której już pisaliśmy, 200 rupii. Drogo.

Passikudah

Po doświadczeniach z Negombo plażowanie postanowiliśmy odłożyć na później. Sprawdzając wcześniej, gdzie warto, a gdzie nie, trafiliśmy do Passikudah. I jedno musze oddać, plaża jest tu piękna, długa i malownicza! Woda jest błękitna, czysta, bez wysokich fal. Jednym słowem: przyjemnie i spokojnie. Trzeba tylko odejść jakieś kilkaset metrów od zejścia na plażę, bo przy samym zejściu, zarówno w wodzie, jak i na plaży, tłum wewnętrznych turystów, prawie jak u nas w supermarkecie w niedzielę. To pierwszy minus. Są za to motorówki, są skutery, kilka sztuk, ale zawsze. Jest też szczątkowa rafa koralowa. Na plaży jest mnóstwo miejsca, więc spokojnie można rozłożyć się na ręczniku, bez obaw, że ktoś będzie leżał zaraz obok nas. Dla bardziej spragnionych cienia, polecam drewniane hotelowe leżaki pod palmowymi parasolami- do wynajęcia za symboliczną opłatą lub po zamówieniu np. chłodnego picia. Niestety poza plażą nie ma tu kompletnie nic. Żadnych sklepów, miejsc z jedzeniem jak na lekarstwo, do tego większość otwiera się dopiero popołudniu. Poza tym jednym odcinkiem przy zejściu na plażę, nie ma tu tłumów, zatem zdecydowanie można odpocząć. Przez cały pobyt nikt nas nie zaczepiał, nikt nie nagabywał, nie próbował opchnąć wycieczki, biżuterii ani tuk tuka. Wspomniałam już ze stacji kolejowej drałowaliśmy ponad 4km? To drugi, ostatni minus.

Cena noclegu: Vasuki Guesthouse, pokój 2 osobowy z dostawką z łazienką 1500 rupii/noc, bez klimatyzacji, wifi w pokoju

Cena posiłku: smażony ryż 150 rupii za olbrzymią porcję (spokojnie dla dwóch osób), najbliższy sklep- brak (jeden monopolowy w okolicy i tyle).

Trincomalee i Uppuveli

Do Trincomalee wybraliśmy się bardziej ze względu na miasto, a nie plażę. Mimo pierwotnego planu nie zatrzymaliśmy się w samym Trincomalee, a w oddalonym o ok. 7km Uppuveli. W sumie wyszło nam to na dobre. Ku naszemu zaskoczeniu trafiliśmy w całkiem przyzwoite, czyste miejsce, do tego blisko oceanu. Ludzi nie było specjalnie dużo, drogie restauracje na plaży w dzień świeciły pustkami, wieczorem przyciągając urlopowiczów. Jednym słowem nie można się nudzić, ale można też odpocząć. Oprócz typowych atrakcji nadmorskich tj. motorówek, nart wodnych i skuterów wodnych, atrakcją cieszącą się popularnością jest tu wycieczka na Piegon Island z ponoć najpiękniejszą rafą koralową na całej Sri Lance oraz oglądaniem wielorybów. My odpuściliśmy ze względu na koszt poza zasięgiem naszego budżetu. Trochę żałujemy. Plaża jest długa i szeroka, jest zatem gdzie spacerować, do tego co kilkadziesiąt metrów w drobny piasek wbite są słupki prowizorycznej siatki do siatkówki plażowej. Rano natomiast warto poobserwować wracających z porannych połowów rybaków. Woda jest czysta, fale umiarkowane, a piasek drobny i gorący. Póki co, to nasze ulubione nadmorskie miejsce na Sri Lance.

Koneswaram, druga plaża, którą odwiedziliśmy znajduje się w samym Trincomalee, tuż obok starego fortu i jest absolutnie znakomita! Woda jest krystalicznie czysta, fale delikatne, a piasek żółciutki i drobny. Turystów praktycznie zero, za to sporo Lankijczyków, dlatego decyzje o kąpaniu się w skąpym bikini pozostawiam ocenie własnej.

Cena noclegu: Sunrise Hotel, pokój 3 osobowy z łazienką 2000 rupii/noc, bez klimatyzacji, wifi w pokoju słabe, ale jest!

Cena posiłku: w mieście do 90 rupii za dosę, vadi i herbatę, do 200 rupii za curry z ryżem (naprawdę znakomite), kilkaset metrów od Sunrise Hotel znaleźliśmy skromną jadłodajnię, gdzie roti z warzywami kosztowało 40 rupii, a domowe curry z ryżem 250rupii.

Hikkaduwa

Hikkaduwa jest dość dużym ośrodkiem sportów wodnych, głównie mekką surferów. Miasteczko można podzielić na drogą część turystyczną z ekskluzywnymi resortami oraz tańszą, niedaleko dworca kolejowego i autobusowego. Plaża jest wąska, miejscami nie da się przejść suchą stopą, za to tuż przy plaży znajduje się spora rafa koralowa z kilkoma set gatunkami ryb i wielkimi żółwiami. Niestety rafa jest już mocno wyeksploatowana. Podczas nurkowania z maską trzeba uważać na silne fale, znoszące na rafę. Ja przypłaciłam to pokrwawionymi, porozcinanymi nogami, które babrały mi się przez kilka tygodni. Ludzi jest sporo, szczególnie w weekendy, ze względu na bliską odległość od Colombo (zaledwie 2h jazdy pociągiem). Spora część plaży należy do drogich hoteli, jest za to gdzie usiąść, żeby trochę ochłodzić się po plażowaniu.

Na ulicach zewsząd krzyczą napisy po rosyjsku. To tłumaczy też wysokie ceny w wielu miejscach. Mimo wszystko Hikkaduwa jest przyjemnym miejscem.

Cena noclegu: Lovely Guesthouse (wcale nie był „lovely”) pokój 2 osobowy z łazienką 1200 rupii/noc, bez klimatyzacji, wifi teoretycznie na dole, ale w praktyce działało tylko przez chwilę.

Rosand Waves (o niebo lepiej) pokój 2 osobowy z łazienką 1500 rupii/noc, bez klimatyzacji, wifi w pokoju, dość dobre

Cena posiłku: w największej lokalnej jadłodajni niedaleko dworca autobusowego curry z ryżem 120 rupii, roti z warzywami 50 rupii.

Unawatuna

Nie zdecydowaliśmy się na dłuższy przystanek w Unawatuna, pozostawiając tą destynację na jednodniową wycieczkę. Bez problemu dojechaliśmy w z Hikkaduwy pociągiem przesiadając się w Galle na autobus. W drodze powrotnej złapaliśmy za to bezpośredni autobus.

Unawatuna może pochwalić się znakomitą infrastrukturą turystyczną. W drodze na plażę minęliśmy masę hoteli, guesthousów i jadłodajni, oraz niestety równie dużo sklepów z tandetnymi pamiątkami. Plaża z piaskiem grubym, fale dość silne, woda czysta. Na plaży leżanki, parasole, knajpki i restauracje. Dookoła resorty. Klimat iście wczasowy. Bez problemu zapiszemy się tu na lekcje surfowania, popływamy na bananie, skuterze czy nartach wodnych. Jedynym minusem jest liczba ludzi. Jest dość tłoczno, dodatkowo zewsząd słychać język rosyjski…i polski :) Mimo tego, dzień spędzony w Unawatuna uważam za udany. Czasem każdy potrzebuje odrobiny luksusu 😉

Cen noclegów nie sprawdzaliśmy. Rozpiętość cen posiłków ogromna, od wersji budżetowych po bardzo ekskluzywne.

Na koniec wniosek, który nasunął mi się podczas tych kilku tygodni na Sri Lance: cenę każdego noclegu można zbić.  Dużo łatwiej niż do tej pory :)

3 Comments

  1. Devil
    11 sierpnia 2016

    Bardzo pomocny tekst:) Szukamy właśnie jakiejś plażowej bazy na ostatnie dni naszego pobytu na Sri Lance z dzieckiem i będziemy omijać Negombo szerokim łukiem (a byliśmy bliscy rezerwacji czegoś w tych okolicach).

    Reply
  2. Ewa
    30 października 2014

    Ja tam z kolei kocham plaże. Romantyczne spacery, kolacje przy zachodzie słońca, niezapomniane gwieździste noce przy szumie morza. A wszystko to z ukochaną osoba przy boku. Kocham takie wakacje.

    Reply
    • Pchła
      3 listopada 2014

      Bo plaże są fajne! Nawet bardzo i na pewno można przyjemnie odpocząć :) Zwłaszcza robiąc wszystko tak, jak napisałaś :)

      Reply

Komentuj