Kraje

Napijesz się herbaty?

Napijesz się herbaty?

Piliśmy już kawę w Tajlandii i wino w Nowej Zelandii, w Malezji postanowiliśmy napić się herbaty. A jak herbata w Malezji, to tylko w Cameron Highlands. Cameron Highlands to popularny kurort górski położony na północnym zachodzie stanu Pahang. Malownicze widoki, plantacje herbaty, ale też truskawek, ze względu na sprzyjający klimat przyciągają rzesze turystów, zatrzymujących się w najczęściej wybieranym Tanah Rata. Klimat jest tu łagodniejszy, a temperatury znacznie niże, niż chociażby w stolicy. Jednym słowem, nic tylko pakować cieplejsze ciuchy, przyjeżdżać i łapać chwilę wytchnienia od szalejących w pozostałych rejonach kraju upałów.

My przyjeżdżając do Cameron Highlands mieliśmy gigantycznego pecha. Po pierwsze trafiliśmy akurat na urodzin króla, czyli święto narodowe, a to jest jednoznaczne z dniem wolnym od pracy i dzikimi tłumami. Po drugie, akurat trwały szkolne wakacje, do tego niedługo zaczyna się Ramadan, więc turystów korzystając z pięknej pogody i wolnego (podwójnie) było jeszcze więcej. Jednym słowem Tanah Rata wyglądało, jak Szklarska Poręba w sezonie letnim. Poza tym tak się złożyło, że zapowiedziane niższe temperatury, które miały przynieść ulgę blabla, akurat uległy podwyższeniu, co za tym idzie, przyszło nam się zmagać z ostrym słońcem i okrutnym upałem.

Ale dość narzekania. Mogło przecież jeszcze padać, mogła akurat zdarzyć się powódź, protest lokalnej społeczności, susza, niekontrolowany pożar czy co tam jeszcze sobie wymyślicie. Upał przyjęliśmy nawet z lekką radością. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do temperatur i zaaklimatyzować po Nowej Zelandii.

Rezygnując z trekkingów wokół Tanah Rata, na które nie bardzo byliśmy przygotowani, a które przy tej pogodzie nie wydały nam się atrakcyjną opcją, zdecydowaliśmy się „zaliczyć” obowiązkowy highlight, czyli wizytę na najprawdziwszej plantacji herbaty. Wybraliśmy plantację jednego z największych producentów herbaty w Malezji- BOH. Dystans do pokonania wydał nam się rozsądny, raptem 10km w jedną stronę, można dojechać lokalnym autobusem za grosze, a w najgorszym wypadku, bez najmniejszego problemu stopem. Do tego wstęp na samą plantację jest bezpłatny, a ponad zielonym dywanem herbacianych krzaczków króluje klimatyczna kawiarenka z tarasem, w której można wypić filiżankę herbaty.

Herbatę zbiera się tu ręcznie. Zbieracze mają zarzucone na plecy kosze a w rękach specjalne nożyce/sekator z mniejszym koszyczkiem, do którego wpadają przycięte listki zanim wylądują w koszu na plecach. Liście, z tych samych krzaczków, zbierane są co kilka tygodni. Najmłodsze, najdelikatniejsze liście to najszlachetniejsza herbata. Następnie w ciągu kolejnej doby po zebraniu listki więdną, proces ten powoduje sporą utratę wilgotności i ułatwia późniejsze skręcanie bez ich kruszenia się. W kolejnym etapie dochodzi do przerwania błon komórkowych i poddania soku komórkowego reakcji z tlenem. Zrolowane listki segreguje się wg rozmiaru, przepuszczając je przez szereg różnej wielkości sit. Tak przygotowany materiał gotowy jest do kluczowego procesu, czyli fermentacji. Dochodzi do aktywizacji teiny, herbata uzyskuje finalny smak i aromat oraz przejrzystość, rześkość, moc i kolor. Fermentacja trwa od 2 do 4godzin. Przefermentowane liście poddaje się suszeniu, żeby zatrzymać fermentację i zapewnić herbacie stabilność mikrobiologiczną, czyli żeby się nie psuła :) potem to już tylko kontrola jakości, segregacja w zależności od uzyskanej jakości i pakowanie.

Z tą cała teorią w głowach ruszyliśmy na dworzec, żeby złapać autobus i jak najszybciej dojechać na miejsce. Niestety ze względu na dzień wolny i potężny korek autobus nie przyjechał, a wg pani kasjerki nie wiadomo było, czy następny w tej sytuacji w ogóle przyjedzie. Porzuciliśmy ten pomysł i postanowiliśmy złapać stopa. Wyszliśmy na obrzeża Tanah Rata i ku wielkiemu rozczarowaniu stwierdziliśmy, że korek wcale nie kończy się za miasteczkiem. Przed nami stał nieruchomy sznur aut. Cóż było robić, uznaliśmy, że idziemy na piechotę, dopóki auta nie zaczną się ruszać. Niestety nie ruszyły się przez 10 km. W stronę powrotną było podobnie. Tego nie przewidzieliśmy. Nie zabraliśmy ze sobą ani wody, ani kremu z filtrem, ani nic, czym moglibyśmy okryć głowy. Niby dorośli, a jednak głupki ;). Woda, nie problem, po drodze na szczęście był sklepy, gorzej z cała resztą. Spiekliśmy się okrutnie. Stopa udało nam się złapać na jedynym odcinku ok 1km, na którym ruch był jako taki.

Oczywiście na plantacji nikt nie zbierał liści, bo przecież święto, to i wolne jest. Udało nam się tylko przelotnie zwiedzić pustą w tym dniu fabrykę, rzucić okiem na maszynerię i pomieszczenia i tyle. Hitem za to była „degustacja” herbaty, którą sobie zafundowaliśmy, po odstaniu swojego w kilometrowej kolejce do kasy. Żadne tam wielkie testowanie, zwyczajnie zamówiliśmy po filiżance gorącej miejscowej czarnej herbaty. Była pyszna :)

 

4 Comments

  1. Asiah
    1 lipca 2015

    Czy możesz doradzić, jak dojechać do tych pól herbacianych z Ipoh / Tepah ? :)

    Reply
    • Jo Gasieniec
      1 lipca 2015

      Hej, w sumie masz trzy opcje:
      1. Autostop, który w Malezji działa bardzo sprawnie.
      2. Publiczny autobus z Ipoh, co prawda jechaliśmy z Cameron Highlings przez Ipoh dalej, ale transport publiczny w Malezji jest łatwy i przyjemny, więc wierzę, że w drugą stronę nie będzie problemu :) No a dalej też albo lokalnym autobusem z CH albo stopem, bo do przejścia na plantację BOH jest jakieś 10km.
      3. Wycieczka od pośrednika, która jak sądzę Cię nie interesuje 😉

      Reply
  2. Gośka
    27 czerwca 2014

    cudowne te herbaciane pola…

    Reply
    • Pchła
      28 czerwca 2014

      Widok wynagrodził nam poparzoną skórę i przegrzane głowy z nawiązką :) Jakbyśmy mieli w tym słońcu iść jeszcze raz, poszlibyśmy mimo wszystko 😛

      Reply

Leave a Reply to Gośka

Cancel Reply