Kraje

„Tymczasowe” Christchurch

Do Christchurch przyjeżdżamy dzień przed wylotem i cały dzień poświęcamy na niezobowiązujące snucie się po ulicach. Po trzęsieniu ziemi w 2011r. centrum miasta przedstawia dość smutny widok. Mimo pięknego niedzielnego popołudnia, jest praktycznie pusto. Połowy budynków w miejskim krajobrazie brakuje, sporo wystawiono na sprzedaż, przy niektórych straszą tabliczki „uwaga, grozi zawaleniem”. Co chwilę chodnik zagradzają tymczasowe ogrodzenia, na ulicach krzyczą tymczasowe ograniczenia prędkości i tymczasowe objazdy. „Tymczasowe” od ponad 3 lat. Pomimo sporego upływu czasu ślady trzęsienia widoczne są na każdym kroku.

Nowa Zelandia znajduje się w rejonie wyjątkowo aktywnym sejsmicznie, w tzw. „pacyficznym pierścieniu ognia”. Naturalną „granicę” między wyspą południową a północną stanowi łączenie dwóch płyt tektonicznych, odpowiedzialnych m.in. za trzęsienia ziemi w tym rejonie. Z resztą trzęsienia odnotowywane są tu praktycznie codziennie, na szczęście są na tyle słabe, że ciężko je wyczuć. Niestety raz na jakiś czas ziemia trzęsie się mocniej. Tak stało się 22 lutego 2011 roku. Epicentrum trzęsienia, które osiągnęło wg skali Richtera 6.3 stopnia, zlokalizowano na przedmieściach Christchurch. Łącznie zginęło 185 osób, czyniąc lutowe trzęsienie ziemi drugą największą katastrofą naturalną Nowej Zelandii, po trzęsieniu z 1931r.

Jednak ciężko Christchurch nazwać miastem zrujnowanym. Owszem, bezpowrotnie utraciło wiele ze swoich zabytków, w tym XIX-wieczną katedrę, której pozostałość stała się aktualnym symbolem miasta. Gruzy jednak dawno uprzątnięto, dziury w chodnikach i jezdniach załatano świeżym, odznaczającym się asfaltem. Tymczasowo. Rozwija się turystyka post katastrofalna. Turyści licznie przyjeżdżają, żeby zobaczyć popękane, podtrzymywane metalowymi belami stropy, straszące pustką budynki centrum biznesowego, jedyną na świecie katedrę zbudowaną z kartonu czy kontenerowe centrum handlowe „Re-START”. Na pustych ścianach pojawiło się graffiti, w miejscach wybitnie straszących pustką po zawalonych budynkach tymczasowo zawisły wielkie reprodukcje ze zbiorów miejskiej galerii sztuki. Wystarczy jednak odejść od ścisłego centrum by nadal wyczuć tu wyjątkowy klimat uniwersyteckiego miasteczka, z zabytkową wiktoriańską zabudową i tym, co z niej pozostało. Powoli, ale jednak, Christchurch podnosi się po tragedii.

Tak minął nam ostatni tydzień w Nowej Zelandii. Z lekkim żalem dojeżdżamy na lotnisko. Do samolotu idziemy korytarzem oklejonym zdjęciami nowozelandzkich farm i wsi, idziemy ze smutnymi minami, przy dobiegających z głośników dźwiękach…beczących owiec 😛 Przed nami nowa przygoda! Do usłyszenia z Azji!

Komentuj