Kraje

Reżim Czerwonych Khmerów

Reżim Czerwonych Khmerów

Nasza wizyta w Phnom Penh nie trwała długo.

Przy wjeździe od razu przywitały nas brudne i tłoczne przedmieścia kojarzące się raczej z bliskim wschodem niż głęboką Azją. Potworny kurz, masa ludzi, wolna amerykanka na drodze, a na ulicznych straganach: szwarc, mydło i powidło. Samo centrum miasta traci trochę z tego klimatu. Idąc bulwarami Phnom Penh poczuć można atmosferę dawnej kolonii francuskiej, zarówno ze względu na architekturę, jak sprzedawane powszechnie francuskie pieczywo.

Niestety nie da się nie zauważyć brudu i biedy, wydawać by się mogło dużo większych niż np. w sąsiadującym Laosie, który również przoduje w czołówce państw ubogich.

Właśnie w związku z tym zdecydowaliśmy, że Phnom Penh opuścimy szybko.

Myśląc o Kambodży, o jej przekrętach, oszustwach, naciągaczach i o biedzie warto spojrzeć na problem przez pryzmat historii. Kambodża cały czas pamięta jeszcze niedawne wydarzenia związane z reżimem Czerwonych Khmerów. Komunistyczny reżim wyrżnął w pień całą inteligencję i specjalistów i to, co teraz zastać można w Kambodży, to efekt tamtych działań. Historia jest niestety świeża, bo mówimy o wydarzeniach sprzed 35 lat, w związku z czym większość spotkanych przez nas ludzi w dalszym ciągu pamięta, to co się działo.

Do Phnom Penh przyjechaliśmy m.in. po to, żeby odwiedzić więzienie Tuol Sleng, oznaczone w czasach reżimu jako S-21. Więzienie utworzono w centrum miasta, w budynkach liceum, gdzie sale lekcyjne prowizorycznie przerobiono na więzienne cele.

Obdrapane ściany spomiędzy których, przysięgłabym, słychać niemy krzyk tych którzy najpierw byli tu brutalnie torturowani m.in. elektrowstrząsami, by potem skończyć w masowym grobie na Polach Śmierci, stanowią niezaprzeczalny dowód zbrodni. Wyobraźnia i kreatywność w metodach tortur i zadawania śmierci, o których przeczytać można na tablicach informacyjnych muzeum przechodzi ludzkie pojęcie. Liczba ofiar, 20000 ludzkich istnień, z jednego tylko S-21 mówi sama za siebie. A miejsc takich było więcej.

Całość robi dość ponure wrażenie. Zasady w S-21 były jasne: masz szybko odpowiadać na pytania, za to sam nie możesz pytań zadawać, nie wolno płakać, krzyczeć, nawet z bólu, wszystko ma się odbywać w ciszy. Mimo to krzyki słychać było cały czas, nawet w nocy. „Kiedy krzyki ucichły rano, zostało nas 7…7 z nas przeżyło S-21, gdy reżim został obalony w 1979, a do miasta, 7 stycznia, wkroczyły wojska wietnamskie. Miałem wtedy 7 lat. Schowałem się za budynkiem, wśród rozkładających się ciał. Smród był okrutny, więc nikt tam nie podchodził, wiedziałem, że będę tam bezpieczny”-wspomina jeden z siedmiu, którym udało się ocaleć. W chwili wyzwolenia więzienia, w salach jednego z budynków znaleziono ciała 14 ostatnich zamordowanych w Tuol Sleng, w różnym stanie rozkładu. Metalowe prycze, na których leżeli w dalszym ciągu stoją w szkolnych salach. Włosy jeżą się na głowie.

Cel działań Czerwonych Khmerów był jeden: więzień ma przyznać się do winy i wskazać współwinnych. Do jakiej winy? Nieważne: próba wszczęcia rewolucji, współpraca z CIA i KGB, organizowanie akcji dywersyjnych, działanie przeciw reżimowi. Niepotrzebne skreślić. Zarzuty wyssane były z palca, ale kto po długich godzinach okrutnych tortur nie przyznałby się do wszystkiego? Znamy to, to już było. Karty historii pełne są podobnych dramatów, które powinny  być dla następnych pokoleń przestrogą.

Reżim Pol Pota ma na rękach krew prawie 2 mln ludzi, w tym kobiet i dzieci. Ci, którzy nie zginęli na skutek ciężkich tortur w S-21 czy na Polach Śmierci, nie wytrzymali głodu, chorób czy ciężkiej pracy w obozach, mających być rzekomo rolnymi komunami produkującymi, o ironio, żywność . Zdelegalizowano religie, wycofano pieniądze, pozamykano banki, szpitale, szkoły.

Uwieńczając smętną lekcję kambodżańskiej historii wybraliśmy się również na Pola Śmierci, niewielki teren dawnego chińskiego cmentarza, 15km za miastem,  gdzie więźniów z Tuol Sleng wywożono ciężarówkami, wychudzonych, skrępowanych, z opaskami na oczach po to, by strzałem w głowę, uderzeniem tępą motyką lub przez roztrzaskaniem czaski wykonać egzekucję na „wrogach reżimu”. Na miejscu postawiono kaplicę ku pamięci zamordowanych, lokując wewnątrz na kilkunastopiętrowych półkach odnalezione czaski i kości. Teren jest niewielki, nie zachowały się żadne obiekty z czasów reżimu, w związku czym czeka nas spacer wokół niewielkiego stawu i kilkunastu zagłębień, będących dawnymi masowymi grobami. Pozostaje za to świadomość ludobójstwa, którego tam dokonano.

Przed przyjazdem do Kambodży oboje słyszeliśmy i czytaliśmy o zbrodni Czerwonych Khmerów. Mimo wszystko czytać, a zobaczyć na własne oczy, to dwie różne rzeczy.

Wyjeżdżając z Phnom Penh mieliśmy mieszane uczucia. Bezdyskusyjna pozostaje kwestia okrutnej zbrodni jakiej dokonano na Khmerach. Zdecydowanie powinno się o tym głośno mówić, a na pewno pamiętać. Kontrowersje budzi jednak próba zrobienia z tej zbrodni dobrego biznesu przez pobieraniu zawyżonych opłat za transport do S-21 i na Pola Śmierci, jak również konieczność uiszczenia opłaty za wstęp w miejsce, które bądź co bądź jest przygnębiającym, ale jednak cmentarzem.

Rozmawialiśmy o tym później z kilkoma osobami, które wyraziły dokładnie te same wątpliwości. Napis nad kaplicą na Polach Śmierci mówił „Pay the respect to people who died here”. Nasz znajomy Sam mizernie spytał tylko „How much is my respect? 3$?”

Na koniec tradycyjnie kilka informacji praktycznych:

– wstęp do muzeum ludobójstwa Tuol Sleng kosztuje 3$/os i zasila kontro fundacji odpowiedzialnej za jego utrzymanie

– do muzeum można bez problemu dojść na piechotę lub dojechać na wypożyczonym rowerze (koszt wynajmu na 24h to 2$)

– na terenie muzeum spotkamy Chum Mey, jednego z 7 ocalałych, który opowiada swoją historię, warto.

– podobnie można dojechać na Pola Śmierci, niestety na sporym odcinku droga jest szutrowa i mocno zakurzona, dlatego warto zaopatrzyć się w maseczkę na twarz (koszt ok 0,20gr).

– wstęp na Pola Śmierci to kolejne 3$ plus 3$ za audio przewodnik, który jest kolejną próbą naciągnięcia, nagrania zawierają wspomnienia z czasów reżimu Czerwonych Khmerów oraz bogaty wybór sentymentalnej muzyki, która wprowadzi nas w odpowiednio smętny nastrój podczas naszej wizyty na Polach Śmierci (pakiet bilet+przewodnik sprzedawany jest „z automatu” za 6$ i należy uprzedzić, że audio przewodnika nie potrzebujemy)

– nie zapomnijmy o zabraniu ze sobą wody i czegoś do okrycia głowy.

2 Comments

  1. Szawer
    16 stycznia 2014

    Świetny tekst, nie słyszalam wczesniej o S-21…Dramat:/

    Reply
    • Pchła
      22 stycznia 2014

      Dzięki Szawer:) Ja tylko kiedyś o tym czytałam, pobieżnie. Mało się o takich rzeczach u nas mówi :/

      Reply

Leave a Reply to Szawer

Cancel Reply