Kraje

Sylwester na plaży

Sylwester na plaży

Z zatłoczonego Bangkoku uciekliśmy najszybciej, jak się dało, ruszając na południe.

Naszym celem była mała, ponoć mniej turystyczna, miejscowość Ban Phe, znajdująca się niedaleko zatłoczonego Koh Samet. Miejsce rzeczywiście wydaje się być zapomniane przez Boga. Turyści, owszem byli, ale w większości to Tajowie z Bangkoku, którzy przyjechali wielkimi pick-up’ami z całymi rodzinami tylko na Sylwestra. Wszyscy, którzy jechali z nami autobusem pognali szybko na prom na Koh Samet .

Nie powiem, miało to swój urok. Nikt nas nie zaczepiał, nie próbował nic wcisnąć. Ba! Powiem więcej, większość osób w ogóle nie zwracała na nas uwagi, czasem tylko chcąc zrobić sobie z nami zdjęcie lub prosząc o zrobienie zdjęcia im.

Przygotowania do świętowania zaczęły się grubo przed Sylwestrem i w chwili, w której przyjechaliśmy trwały już w najlepsze. Tajowie przesiadywali całe dnie na plaży biesiadując z rodzinami i przyjaciółmi przy górach jedzenia suto zakrapianego tajską whisky. Uśmiechy nie schodziły im z twarzy, nic dziwnego,  ani na chwilę. Mieliśmy ogromną przyjemność bezkarnie obserwować to wszystko.

Sam Sylwester nie wyróżniał się zatem niczym od tych kilku dni przed i dnia po zmianie daty z 2013 na 2014. Zbite z blachy falistej „restauracje” przy plaży, z prowizorycznymi stolikami przykrytymi ceratą i ustawionymi na piasku leżakami cieszyły się umiarkowanym zainteresowaniem, serwując potrawy ze świeżych owoców morza. A my po praz pierwszy spróbowaliśmy rekina! Jadłam też najlepszą do tej pory Tom Yum, a że to moja ulubiona tajska zupa, to trochę tego do tej pory popróbowałam. Mniej więcej od 22:00 na plaży zaczęli pojawiać się rodzice z dziećmi, które zaopatrzone w całe worki zimnych i rzymskich ogni dosłownie szalały ze szczęścia. Potem przyszedł czas na przepiękne fajerwerki rozbłyskujące nad taflą spokojnej wody w towarzystwie puszczanych z plaży lampionów, a na horyzoncie zielonym światłem migotały łodzie poławiaczy kalmarów. Takiego Sylwestra życzymy każdemu, chociaż raz w życiu. Było wprost cudnie!

Tych kilka dni nad morzem zleciało nam zdecydowanie za szybko i niestety przyszedł czas ruszać dalej.

4 Comments

  1. Natalia
    9 lipca 2016

    Czy ten krab to tak specjalnie trzyma kieliszek w szczypcach? 😉

    Reply
    • Jo Gasieniec
      11 lipca 2016

      Natalia, w końcu to był sylwestrowy krab 😉

      Reply
  2. Justyna
    18 października 2015

    Cześć,

    Fajny wpis, ciekawe informacje. Moglibyście napisać jeszcze, jak dostaliście się do Ban Phe z Bangkoku?

    Reply
    • Jo Gasieniec
      19 października 2015

      Hej Justyna, jasne! Do Ban Phe dojechaliśmy autobusem z BKK, z dworca wschodniego Ekkamai. Autobusy odjeżdżają co godzinę, a podróż trwa 3,5h. Nie pamiętam ile płaciliśmy za bilet, ale coś rzędu 180 THB/os Do dworca dojedziesz BTS bez problemu.
      Możecie łapać bezpośredni autobus do Ban Phe (autobusy dojeżdżają do przystani promowej na Koh Samet, można zostać w tej częśći Ban Phe, ale wygląda to trochę jak Międzyzdroje w wersji tajskiej; do tej części Ban Phe, w której my byliśmy, czyli na wschód od przystani, musicie łapać songtaew, my za niego zapłaciliśmy jakieś 20 THB/os), albo łapać połączenie z BKK do Rayong i stamtąd songtaew za ok 50 THB do Ban Phe. Gdybyś miała więcej pytań, pisz :)

      Reply

Komentuj