Kraje

Bangkok tranzytem

Bangkok tranzytem

Przez Bangkok przejechaliśmy tranzytem. No prawie. Czas pobytu w stolicy postanowiliśmy skrócić do komfortowego minimum, a potem ruszyć dalej, na południe. Tym razem odpuściliśmy sobie „zwiedzanie miasta” i zaliczanie tzw. turystycznych highlightów. Pałac Królewski widzieliśmy już wcześniej, przy okazji wakacji kilka lat temu, świątynie, targi, ulice, kluby, ludzie. To już było. Tym razem postanowiliśmy, że 2 dni, które przypadły w naszym kalendarzu na Bangkok spędzimy inaczej. Wolniej, spokojniej i dalej od tłumu. Plan pierwotny nie do końca nam wypalił. Ale może to i dobrze.

Kupując bilety na nocny autobus, jeszcze w Chiang Mai, wybraliśmy opcję z dojazdem bezpośrednio na Khao San, do tzw. mekki backpackerów, czyli wielkiej imprezowni z głośną muzyką, neonami, masażami i wiadrami z drinkami, która to imprezownia praktycznie nie chodzi spać, lecząc tylko kolejnego kaca kolejnymi %. Wybór był prosty i świadomy, takie miejsce gwarantuje dostępność noclegu, bez wcześniej rezerwacji. Niestety, kiedy tylko rano dojechaliśmy do Bangkoku, kierowca autobusu wysadził nas w zupełnie innym miejscu. Razem z innymi pasażerami, uparliśmy się, żeby  dowiózł nas chociaż na północny dworzec autobusowy, skąd już bez problemu dojechaliśmy rozpadającym się autobusem komunikacji miejskiej nr 3, pamiętającym czasy wojny w Wietnamie, za 7thb/os.

Po kilkutygodniowym pobycie na północy pierwsze, co nas uderzyło, to ceny i standard noclegów. Byliśmy gotowi na nieco wyższe ceny. Nieco. Po szybkim rajdzie wśród uliczek Rambuttri niestety, wybór pozostał nam raczej niewielki, więc na kręceniu głową się skończyło. Ah to przyzwyczajenie 😉 Rambuttri to miejsce podobne do Khao San, z tą tylko różnicą, że głośnych imprez tu nie ma, a życie towarzyskie powoli się wycisza w okolicach północy. Zadziwiające jest to, że leży tuż obok Khao San, a zdaje się, że nie wszystkim udaje się tu trafić. I dobrze.

Jak zwykle mieliśmy więcej szczęścia, niż rozumu. Okazało się, że przyjechaliśmy w sam raz na obchody 231 rocznicy przeniesienia stolicy do Bangkoku, których główny punkt zlokalizowany był tuż przy Rambuttri, dokładnie po drugiej stronie, niż Khao San. Przez 2 dni naszego pobytu wiele się działo: była tradycyjna muzyka na żywo, ustawione w rzędach stragany z jedzeniem, pokazy tradycyjnego tańca, Muay Thai, konkursy, znalazło się nawet polowe kino, gdzie na starym projektorze wyświetlano hity tajskiego kina z angielskimi napisami. Zatem, mimo szybkiej wizyty na Khao San, ominęło nas przeciskanie się wśród tłumów pijanych nastolatków. Uff.

Komentuj