Kraje

Autobusem przez Laos

Posted by in Azja, Laos | No Comments
Autobusem przez Laos

Wjeżdżając do Laosu, niejako bez wyboru, zdradziliśmy kolej na rzecz większych i mniejszych autobusów.

Nie dlatego, że bardziej odpowiada nam ten środek transportu, nie dlatego, że mamy idące w tym kierunku preferencje,  ale dlatego, że po Laosie nie da się podróżować inaczej decydując się na komunikację publiczną. Pociągów tu jeszcze nie ma. I tak o to zostaliśmy całkowicie uzależnieni od sieci krajowych połączeń transportu drogowego. A jazda laotańskim autobusem to nie lada przygoda. Pierwsze doświadczenia zebraliśmy w drodze ze stolicy- Wientian do Luang Prabang. Podróż- nic nadzwyczajnego, bagatelne 340km, czyli na oko ok. 4,5h w drodze. Taka trasa Wrocław-Warszawa. Nie uwzględniliśmy jednak, że stan dróg odbiega mocno od polskich (tak to możliwe), a spora część trasy wiedzie przez góry. W taki oto sposób prosta i krótka trasa zajęła nie 4,5h, a prawie 9h. Pierwszy autobus, do którego wsiedliśmy wyglądał, jak mieszkanie z lat 70-tych. Okazało się, że autobus V.I.P. z Wientian do Luang Prabang był najlepszym środkiem transportu, na jaki trafiliśmy w Laosie.  Przez pierwsze 2h przez cały autobus przetaczało się gromadne poklaskiwanie, ponieważ z jakiś przyczyn jego wnętrze stało się naturalnym siedliskiem laotańskich komarów. Walka nie była wyrównana, ze zdecydowaną przewagą ze strony komarów. Do tego brak amortyzatorów, które pewnie i kiedyś funkcjonowały, ale raczej swoje dobre czasy miały już za sobą zaowocował w połowie drogi nową arią. Ktoś nie wytrzymał i do samego końca obficie i głośno wymiotował. Jak widać, ani pasażerowie, ani autobus nie byli w najlepszym stanie. Obowiązkowe chłodzenie przegrzanych hamulców wodą z butelki odbywało się regularnie, na każdym postoju.

To co w podróżowaniu jest najfajniejsze, to różnorodność obyczajów w życiu codziennym. W Laosie, podobnie jak w Tajlandii, zazwyczaj w połowie drogi następuje przystanek na lunch, w „restauracji” zaprzyjaźnionej z przewoźnikiem. Przy odrobinie szczęścia posiłek jest wliczony w cenę biletu. Szczególnie przy trasach obsługiwanych przez autobusy V.I.P. Jedzenie jest zazwyczaj smaczne, nawet jeśli nie wiadomo co to. Niestety wygląd owych „restauracji” niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Przy mniejszym szczęściu omija nas lunch w „restauracji”, za to zatrzymujemy się kilka razy przy przydrożnych straganach z jedzeniem, tak jak my w drodze z Wientian do Luang Prabang, żeby nabyć lokalny specjał, czyli suszone ryby z jeziora Nam Ngum. Ryby wyglądały na świeże i dość apetyczne. Przez chwilę nawet wahaliśmy się, czy czegoś nie przekąsić, jednak ilość much skuszonych jedzeniem, jak my, odstraszyła nas skutecznie i odpuściliśmy, zostając przy zakupionych wcześniej bagietkach z dżemem.

W drodze spędziliśmy w sumie 3 dni przeplatane kilkudniowymi postojami w międzyczasie. Nie do wiary, że całość trasy to tylko 780 km.

Najtrudniejszy odcinek trafił nam się w połowie. Na trasie z Luang Prabang do Luang Namtha, gdzie nie ma nocnego autobusu. Trochę nas to zastanawiało, do czasu, kiedy przejechaliśmy tę trasę. Szutrowa droga nie należała do rzadkości, asfalt pojawiał się raz na jakiś czas. Na wszechobecne dziury i zwężenia drogi tuż nad 50m ściany w dół (bez barierki) przestaliśmy reagować po kilku godzinach. Ignorowaliśmy też rytm jazdy wybijany w podskokach (naszych) przez zdezelowane podwozie, na nierównościach. Nie przeszkadzał upał i brak klimatyzacji, chyba że jako klimatyzację policzyć otwarte okna przez które wpadały tumany wzburzonego kołami drogowego kurzu. Nie przeszkadzało nam nawet specjalnie to, że nasz bagaż jechał na dachu, prowizorycznie przywiązany sznurkiem, a to, co nie zmieściło się na dachu, zostało wciśnięte do środka i w ten sposób każda wolna przestrzeń była wykorzystana Ważne, że siedzieliśmy i jechaliśmy przed siebie. Najciekawszym punktem tej podróży było przekraczanie granicy laotańsko-tajskiej w Huay Xai. Naturalną granicę stanowi tu Mekong, który trzeba przepłynąć drewnianą łodzią po uiszczeniu opłaty w wysokości 10000 KIP. I w taki oto sposób, po 10 dniach pobytu w Laosie, fantastycznych wakacjach z naszymi znajomymi, dojechaliśmy z Nong Khai do Chiang Khong. Znowu jesteśmy w Tajlandii.

Na koniec praktycznie:

Bilet w autobusie V.I.P z Wientian do Luang Prabang: 130 000 KIP

Bilet w busie z Luang Prabang do Luang Namtha: 100 000 KIP

Bilet w busie z Luang Namtha do Bokeo: 60 000 KIP (plus dojazd do przejścia granicznego w Huay Xai tuk tukiem 10 000 KIP).

Niestety wbrew ogólnemu przekonaniu, Laos jest droższy niż Tajlandia i w tej chwili przeżywa wielki boom turystyczny, więc jeśli ktoś wybiera się tam z nadzieją ucieczki z tłocznej Tajlandii, zawiedzie się.

Komentuj