Kraje

Wiesz, co jesz?

Wiesz, co jesz?

Nad napisaniem tego tekstu zastanawiałam się dłuższą chwilę. Głównie dlatego, że nie chcę czuć się jakbym zabierała dziecku lizaka, burząc przekonania i kulinarne zamiłowania.

Sama uwielbiam jeść i eksperymentować z jedzeniem, szczególnie w podróży. Moja fascynacja tajską kuchnią zaczęła się dobre 8 lat temu, kiedy poznałam Tajkę, która raczyła mnie swoim domowym jedzeniem i z czasem przerodziła się w dozgonną, bezwarunkową miłość.  Z resztą, tajskiej kuchni chyba nikomu nie trzeba specjalnie zachwalać. Jej zaletą jest bogactwo smaków oparte na odpowiednim zbalansowaniu  5 z nich: ostrego, kwaśnego, słodkiego, słonego i gorzkiego. Dochodzi też świeżość składników oraz łatwość i szybkość przygotowania dań. Moja kulinarna odwaga w smakowaniu różnych różności rosła z roku na rok. Miejsca, których pewnie nawet nie zauważyłabym będąc w Tajlandii za pierwszym razem, za drugim stanowiły główny obiekt moich zainteresowań. I tak od kokosowego zielonego curry i ostro kwaśnej zupy Tom Yum, przez żaby, trafiłam nawet na prażone larwy drutowców (nawiasem mówiąc smaczne, chociaż oryginalna nie będę, jak powiem, że wszystko to smakuje jak kurczak).

Z czym Wam kojarzy się tajska kuchnia? Feeria barw, magia aromatów, samo zdrowie? Otóż nie, swój niepowtarzalny smak w większości przypadków tajska kuchnia zawdzięcza magicznym białym kryształkom zwanym Glutaminian Sodu (MSG Monosodium glutamate). Zaskoczeni? My też nie mogliśmy się nadziwić.

Tajska kuchnia to bogactwo smaku i samo zdrowie!

Niestety, jak się okazało, w tę podróż zabraliśmy ze sobą niepowtarzalny i jedyny taki na świecie egzemplarz RGS (Radar Glutaminianu Sodu) w postaci Pchły. A z Pchłą nie ma żartów! Każde oszukiwane jedzenie wychwyci w mig, nie dlatego, że jest wybitnym smakoszem i znawcą kuchni, ale dlatego, że cierpi na liczne alergie pokarmowe objawiające się ekspresowo, ale też o czym przekonaliśmy się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, nieprzyjemną nadwrażliwość na glutaminian sodu. Ma to niestety związek z rodzinnymi inklinacjami i było do tej pory mocno bagatelizowane, niestety chwilę przed wyjazdem, zostało wprawnym okiem wyłapane przez lekarza, który Pchłę oddelegował w drogę z zaleceniem „unikać”.  Nie do końca udało nam się to w Chinach z wiadomych przyczyn, dlatego kraj ten opuściliśmy z silnym postanowieniem rzetelnego stosowania się do rady pani doktor w przyszłości.

Spór na temat glutaminianu sodu jest żywy, nie tylko w internecie. Dużym nadużyciem byłby stwierdzenie, że cierpię na alergię na MSG, bo zwyczajnie nie powoduje on żadnych alergii. To tak, jakby być uczulonym na sól. No nie da się. Poza tym zazwyczaj problemem nie są niewielkie ilości dodane dla smaku, czy występujące naturalnie, a stosowanie ilości hurtowych i dosypywanie MSG do jedzenia całymi łyżkami. O ile ciężko glutaminian sodu całkowicie wykluczyć z diety, bo w wielu produktach takich, jak mleko, ser żółty i jajka występuje w postaci naturalnej, czyli kwasu glutenowego, a nie jako dodatek spożywczy, to można chociaż próbować ograniczyć jego spożycie oraz zostawić sobie możliwość świadomego decydowania, czy MSG ma być obecne w naszym pożywieniu, czy nie.

Glutaminian sodu jest w Tajlandii szeroko dostępny, podobnie jak w Chinach. Bez problemu można go kupić w byle jakim supermarkecie, gdzie z pewnością będzie sobie spokojnie leżał koło soli. Z resztą, Tajlandia jest jednym z największych światowych producentów MSG, a produkcja wynika bezpośrednio z zapotrzebowania.

Faktycznie, okazuje się, że w Tajlandii jedzenie bez glutaminianu sodu to rzadkość. Nam wyszukanie kuchni wolnej od MSG zajęło dobrą chwilę, ale się udało. Z żalem muszę napisać, że szukając miejsca, które w menu miałoby magiczne MSG FREE („bez glutaminianu sodu”) musieliśmy w przedbiegach wykluczyć wszystkie uliczne stragany i pobliskie restauracje, w których od jakiegoś czasu się stołowaliśmy.  Uliczny Pad Thai? Spring rolls’y? Smażony ryż? Wykluczone! Pyszna zupa? O, szczególnie pyszna zupa! Okazuje się, że większość Tajów wychodzi z założenia, że jedzenie należy doprawić właśnie MSG. Szczególnie, jeśli kupującym jest biały turysta, bo przecież on najbardziej zwraca uwagę na egzotyczny smak, którego nie może zabraknąć.

Gdzie glutaminian sodu występuje najczęściej?

Ano właśnie w zupach, szczególnie tych słonych. Glutaminian sodu jest głównym składnikiem ulubionej przyprawy Tajów- rotdee, ale znajdziemy go również w sosie sojowym i rybnym. Naturalne glutaminiany występują w grzybach, pomidorach, produktach wysokobiałkowych i rybach.

Glutaminian sodu występuje też w naturalnej postaci w mleko, serach, jajkach, niektórych warzywach, a także grzybach i rybach.

Robiąc mały rekonesans przed napisaniem tego tekstu uważnie obserwowaliśmy stanowiska, gdzie przygotowywane było nasze jedzie. Na każdym, bez wyjątku, obok palnika, wśród słoiczków z przyprawami, stał dumnie jeden z białymi podłużnymi kryształkami i wielką łyżką do odmierzania porcji. Sami byliśmy świadkami, jak zamówione przez nas dania, tuż przed podaniem, były obficie posypywane glutaminianem. Nie zwróciliśmy na to uwagi, dopóki nie wystąpiły u mnie pierwsze symptomy nadwrażliwości. Swędząca skóra, pokrzywka, lekko opuchnięta twarz, uczucie zmęczenia, katar, suchość w ustach i kaszel itd. Dla pocieszenia, objawy te rzadko występują jednocześnie i u różnych osób z różnym nasileniem, w różnych kombinacjach.

Jak unikać MSG w zamawianym przez nas jedzeniu?

Wszystko wskazuje na to, że najlepiej trzymać się kuchni wegetariańskiej i wegańskiej, w której glutaminian, jako sztuczny dodatek, nie jest używany. Wszystkie miejsca bazujące na ekologicznych składnikach, wspierające lokalnych farmerów i dbające o zachowanie lokalnej bioróżnorodność, to miejsca dla nas.

Na blogach polecane są też restauracje muzułmańskie, które nie stosują MSG ze względu na domniemanie użycia w trakcie produkcji enzymów pochodzenia odwieprzowego.

Dobrą praktyką jest tez pozostanie wiernym sprawdzonym miejscom, w których wiemy, że jedzenie przygotowywane jest bez wykorzystania MSG.

Jeśli jednak pewności takiej nie ma, można poprosić po tajsku o niedodawanie glutaminianu sodu do zamawianych potraw („Mai sai phong churot”). Tu pozostaje nam liczyć na uczciwość sprzedawcy, z którą bywa różnie.

Zanim zamówisz swój posiłek, zapytaj czy w kuchni stosowany jest glutaminian sodu. Jeśli jedzenie ma bogaty, słony smak, to znaczy, że jest doprawione MSG.

Przeprowadzone badania wskazują, że blisko 97-98% ludzi nie wykazuje wrażliwości na glutaminian sodu występujący w żywności naturalnie i pozostaje on dla nich całkowicie obojętny. Czy jednak na pewno? Ministerstwo edukacji w Tajlandii zakazało używania MSG jako dodatku w szkolnych stołówkach. Poza tym patrząc po sobie nie jestem jednak do końca przekonana, czy jego spożycie w dużych ilościach nie wywołuje skutków ubocznych, nawet przy braku wrażliwości. Jeśli jedzenie wydaje się za słone i ma bardzo bogaty smak, z dużym prawdopodobieństwem doprawione jest glutaminianem sodu. Czyli to, za co kochamy tajską kuchnię, jej naturalność i bogactwo, jest w takiej sytuacji mocno udawane. I nad tym polecam zastanowić się, zanim radośnie wpadniemy w zachwyt nad tajską kuchnią.

pad thaiPyszny Pad Thai, danie będące niemalże synonimem słowa „Tajlandia”

zupaTom Chuet- zupa, która zapaliła nam czerwoną lampkę

Smażony ryżSmażony ryż w wersji wegetariańskiej MSG FREE

Tajska kuchnia-1Wegetariańska, zdrowa sałatka MSG FREE i tajskie smaki w dressingu (tamaryndowiec+chilli). Wbrew obawom cena nie zabija (6zł).

Komentuj