Kraje

Ile jest boga w chińskich świątyniach?

Posted by in Chiny | No Comments
Ile jest boga w chińskich świątyniach?

W czasie naszej wizyty w Szanghaju naoglądaliśmy się pomników współczesnej cywilizacji w postaci wielkich wieżowców, wspaniałych nocnych iluminacji, superszybkiego pociągu, etc. Chcieliśmy jednak zobaczyć, jak wyglądał dawny Szanghaj, zanim przybrał obecny kształt. Postanowiliśmy więc odwiedzić kilka miejsc, które rzekomo miały odzwierciedlać jego dawny charakter. To, co tam zastaliśmy, nie kojarzyło nam się jednak z minionymi czasami i trochę odbiegało od naszego pojęcia zabytku. Przyzwyczailiśmy się do tego, że odrestaurowanie zabytku wiąże się z koniecznością przeprowadzenia tego procesu w ściśle określony sposób, aby dany obiekt nie tracił swojego klimatu i pod koniec prac dalej nawiązywał do minionej epoki. W Chinach najwidoczniej nikt się takimi rzeczami nie przejmuje, o czym mieliśmy już wcześniej okazję przekonać się podczas wizyty na Wielkim Murze. Jednak to, co wtedy widzieliśmy wypada bardzo blado w porównaniu ze świątynią Jing’an w Szanghaju, do której za wstęp trzeba było wyłożyć aż 15zł, z czego zrezygnowaliśmy po krótkim spacerze wokół budowli. Okazało się bowiem, że na terenie zabudowań do niej należących mieściła się masa drogich butików, a jedna z bram świątyni została zamieniona na… wejście do stacji metra. Polscy konserwatorzy zabytków dostaliby chyba zawału serca na ten widok.

Podobne rozczarowanie spotkało nas, kiedy odwiedziliśmy ogród Yuyuan. Tam akurat brak było opłaty za wstęp na teren kompleksu, jednak zaludnienie przekroczyło nasze najśmielsze przypuszczenia i obawy. W dalszym ciągu jednak 99% zwiedzających stanowili Chińczycy i to pod nich były szykowane wszystkie stoiska ze zbyt drogim jedzeniem, tandetnymi pamiątkami i oczywiście słynną maścią z białego tygrysa, którą ostatnio wrzuciliśmy do galerii zdjęć :) Można też było kupić plastikową zebrę na baterie, która biegała w kółko. Wierzcie lub nie, ale Chińczycy kupują takie rzeczy.

Następnym zawodem była mieszcząca się nieopodal Shanghai Old Street. Niby ulica miała nawiązywać do dawnego wyglądu i klimatu miasta, ale była przeładowana nowymi budynkami, marketami, restauracjami, sklepami z ciuchami i stoiskami z magicznymi amuletami. Dawnego uroku miasta próżno było szukać. Jedyną pozostałość stanowiły bramy, które stylistyką przypominały to, co było kiedyś, ale z pewnością zostały wybudowane w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Sytuację uratowała trochę znaleziona na uboczu przez przypadek świątynia Białej Chmury (White Cloud Temple), która zachowała autentyczny wizerunek, a przy tym opłata za wstęp była przyjazna dla portfela – 5Y (ok. 2,50zł). Miłym akcentem była też wizyta w Longhua Temple, gdzie w przyświątynnej kuchni zjedliśmy zupę grzybową za 5zł. Jednak nawet tam nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że budowla nie jest autentyczna, a wybudowana niedawno na wzór i podobieństwo oryginału.

Zastanawiam się czy nie oceniamy zbyt pochopnie Chińczyków w ich dążeniu do budowy od nowa każdej atrakcji. W końcu dzięki temu upłynie wiele lat, zanim znowu trzeba będzie zająć się przywróceniem dawnego blasku danej budowli. Do tego będzie bezpieczniej i ładniej, a przecież nie chodzi o same kamienie, deski czy dach. Chodzi w końcu o miejsce kultu, a to przecież się nie zmienia. W tym samym miejscu mnisi modlili się tysiąc lat temu i modlą się dzisiaj. Otoczeni co prawda innymi murami, ale czy to naprawdę jest ważne?

Zapraszamy do galerii zdjęć z „dawnego” Szanghaju.

Komentuj