Kraje

Visa Run, czyli jak przedłużyć pozwolenie na pobyt w Tajlandii?

Visa Run, czyli jak przedłużyć pozwolenie na pobyt w Tajlandii?

Game over. Pozwolenie na pobyt w Tajlandii dobiegło końca. Co teraz?! Trzeba się spakować, ruszyć w podróż i opuścić granice kraju…na szczęście tylko na kilka minut! Poniżej praktyczny poradnik o tym jak, będąc w Chiang Mai, przedłużyć pobyt w Tajlandii o dwa tygodnie, nie wydając przy tym wielkich pieniędzy.

Do Tajlandii dostaliśmy się z Laosu lądowym przejściem granicznym. W takiej sytuacji obywatelom RP przysługuje prawo pobytu na 15 dni. Gdybyśmy przylecieli samolotem, to co innego. Wtedy pieczątka w paszporcie pozwala na 30 dni zwiedzania. Tak czy owak każdy, kto chce zostać w kraju uśmiechu na dłużej, będzie zmuszony prędzej czy później wykonać słynny „visa run”. Mianem tym określa się krótkie wycieczki na najbliższe przejście graniczne, opuszczenie terytorium Tajlandii dosłownie na 5 minut i natychmiastowy powrót.

Ostatnio nadszedł czas na naszą „wycieczkę”. Mieszkamy teraz w Chiang Mai, skąd najtaniej i najbliżej jest na przejście graniczne z Birmą w Mae Sai, jakieś 250km na północ. Na temat przekraczania granicy w tym miejscu słyszeliśmy i czytaliśmy wiele historii. Jedne okazały się prawdą, inne mitami, z którymi chcemy się przy okazji rozprawić.

Są trzy opcje dojazdu do Mae Sai: wynajęty samochód, minivan z agencji turystycznej i autobus. Pociągi tam nie kursują. Wynajęcie samochodu to ok 1200thb za dobę + koszt paliwa, a minivan kosztuje jakieś 650thb. Najtaniej wychodzi więc autobus.

Bezpośrednie połączenia z Chiang Mai (Arcade Bus Station) do Mae Sai oferuje popularny Greenbus. Cennik i rozkład jazdy znajdziecie pod tekstem. My zdecydowaliśmy się na drugą klasę za 182thb/osoba w jedną stronę (ok. 18zł). Autobus był bardzo wygodny: dużo miejsca na nogi, oparcie fotela można odchylić, klimatyzacja przyzwoita, czyli nie było zbyt zimno. Po drodze było kilka przystanków, żeby skorzystać z toalety i kupić coś do jedzenia. Przejazd trwa wg rozkładu 5h i 15min, ale nasz autobus dotarł do Mae Sai pół godziny przed czasem. Dojazd na dworzec autobusowy to koszt około 20-30thb. Za tą cenę zawiezie was złapany na ulicy songthaew, czyli czerwony pick-up, który na pace z tyłu ma ławki dla pasażerów :) Taka komunikacja miejska, można powiedzieć.

Greenbus dojeżdża na dworzec w Mae Sai, oddalony od przejścia granicznego o kilka kilometrów. Na miejscu jednak na 100% czekać będzie songthaew, który dojeżdża w 10 minut na granicę za 15thb/osoba. Po otrzymaniu pieczątki wyjazdowej z Tajlandii trzeba przejść krótkim mostem na drugą stronę małej, przypominającej kanał ściekowy rzeki, stanowiącej granicę między krajami. Tam czekają birmańscy celnicy. Podajemy paszport, płacimy za pozwolenie na wjazd do kraju (do tej kwestii jeszcze powrócę) i po chwili dostajemy ważną na dwa tygodnie przepustkę ze zdjęciem, która upoważnia nas do zwiedzania tylko i wyłącznie ściśle określonego rejonu przy przejściu granicznym. Paszport zatrzymują celnicy, a my możemy już legalnie wkroczyć do przygranicznego miasteczka Tachileik.

Zamiast tego odwracamy się jednak na pięcie i wracamy do Tajlandii. Wymieniamy przepustkę na paszport, przechodzimy przez most, uzupełniamy kartę wjazdową i dostajemy pieczątkę pozwalającą na 15 dni pobytu. Pozostaje już tylko dojechać na dworzec i złapać autobus do Chiang Mai. Voila, gotowe! Po wydaniu kilkudziesięciu złotych i spędzeniu kilkunastu godzin w bezsensownej podróży, możemy cieszyć się dwoma tygodniami spokoju, po których wspaniałą wycieczkę trzeba będzie powtórzyć. Trzeba jedynie pamiętać o tym, że taką wycieczkę można odbyć tylko 4 razy, a później trzeba zmienić przejście graniczne i wtedy licznik się „zeruje”, albo wyjechać za granicę i złożyć aplikację o płatną wizę turystyczną.

Teraz czas na pytania i obalanie mitów:

1) Czy da się taniej?

Tak! Greenbus to tania, ale nie najtańsza opcja. Jeśli ktoś liczy każdy grosz, można pojechać lokalnym starym autobusem-złomem bez klimatyzacji do Chiang Rai za mniej niż 100thb i tam przesiąść się do następnego złoma jadącego do Mae Sai za około 40thb. Da się dzięki temu zaoszczędzić kilkadziesiąt thb, ale kosztem komfortu i różnicy w czasie dojazdu. Żeby dalej ciąć koszty, można też dojść na piechotę na dworzec autobusowy w Chiang Mai. Szliśmy i wiemy, że się da. Zajmuje to trochę ponad godzinę, ale kasa zostaje w kieszeni. Można też iść na piechotę z dworca w Mae Sai do przejścia granicznego i w drugą stronę. (Aktualizacja: jechaliśmy lokalnym z Chiang Rai do Mae Sai, bilet kosztuje 39thb, podróż trwa półtorej godziny. Autobusy odjeżdżają co 20 minut od 6:00 do 20:00, za przejazd płaci się w autobusie, nie ma biletów)

2) Co z tą opłatą za pozwolenie na wjazd do Birmy?

Wjazd kosztuje $10 (ok. 30zł) albo 500thb (ok 50zł). Celnicy oczywiście proszą wszystkich o 500thb, wiadomo. Naczytaliśmy się na różnych blogach i forach, że nie ma takiej opcji, żeby wnieść opłatę w dolarach. Jedni pisali, że trzeba w portfelu mieć tylko dolary i pokazać go celnikom, żeby udowodnić, że nie ma się innej możliwości zapłacenia. Czasami nawet to miało nie pomagać. Drudzy pisali, że jak się ma nowe dolary, to powiedzą, że nie mogą przyjąć nowych, a jak stare, to że starych nie przyjmują. Jeszcze inni twierdzili, że opłatę można wnieść tylko banknotami $10 i muszą one być w idealnym stanie, najlepiej ich nawet nie zginać, bo mogą nie przejść.

Faktycznie, wszyscy biali w kolejce przed nami płacili 500thb, a my chcieliśmy mimo wszystko spróbować zapłacić w dolarach, bo jest taniej. Kiedy przyszła nasza kolej, byliśmy przygotowani na porażkę. Tymczasem okazało się, że wystarczy tylko powiedzieć, że płaci się w dolarach i tyle, to wszystko. Celnik poprosił nas o $20, wyciągnęliśmy więc nasz mocno zużyty i pognieciony banknot $20, podaliśmy mu, a ten schował go do szuflady bez oglądania. Czyli wszystkie mity obalone! Nie trzeba mieć banknotu $10, pieniądze wcale nie muszą być w idealnym stanie i wcale nie trzeba chować w gacie innej waluty, żeby pokazać pusty portfel. (Aktualizacja: płaciliśmy też banknotem $50 i wydali nam resztę w dolarach. Na początku mówili, że nie mają i chcieli 500thb, ale jak się nie chcieliśmy ruszyć z miejsca, to reszta się szybko znalazła.)

3) Tachileik to dobre miejsce na zakupy.

Niestety nie. Z naszych doświadczeń wynika, że te same produkty można kupić w Tajlandii znacznie taniej, jeśli się szuka poza turystycznymi miejscami oczywiście. No chyba, że ktoś poszukuje produktów z przyszłości, to znajdzie w Tachileik coś dla siebie – miejscowi sprzedawcy mają już w ofercie iPhone i iPad 7! :)

Kusić mogą bardzo tanie papierosy, ale to podróbki zachodnich marek, do których wpychane jest nie wiadomo co, pewnie najtańszy lokalny tytoń pomieszany ze słomą. A może to sama słoma? Można też kupić viagrę po okazyjne cenie, t-shirty z głupimi nadrukami, „rękodzieła” z chińskiej manufaktury, podrabiane zegarki i okulary oraz pirackie DVD. Jak dobrze zagadać, da się też kupić kałacha, albo coś bardziej subtelnego. Jeśli kogoś nie interesują takie wynalazki, na przejściu jest sklep bezcłowy, wchodzi się do niego z mostu dzielącego Tajlandię i Birmę. Jest tam spory wybór papierosów bez słomy i alkoholu, ale ceny nie powalają na kolana. Przed sklepem jest kilka stołów z krzesłami, przy których można swobodnie konsumować zakupione produkty :)

4) Najlepiej pojechać do Mae Sai minivanem

Nieprawda. Minivan kosztuje jakieś 650thb w obie strony, a autobus niewiele ponad połowę z tego. W minivanie też nie ma toalety, do tego siedzenia są małe i jest ciasno. Prawie w ogóle nie ma miejsca na bagaż podręczny, a do Mae Sai dojeżdża zaledwie jakąś godzinę szybciej niż autobus. Naszym zdaniem nie warto. Wygodnie może być tylko, jeśli nie ma kompletu pasażerów, ale tego nigdy nie wiadomo przed odjazdem.

5) Czy da się dojechać wynajętym skuterem?

Tak, ale ze względu na dystans ciężko będzie obrócić w dwie strony w ciągu jednego dnia. Jeśli chcecie wybrać się skuterem, trzeba po drodze zaplanować chociaż jeden nocleg w każdą stronę. Nie będzie to niskobudżetowa opcja. Koszt wynajęcia skutera na kilka dni plus paliwo i noclegi po drodze wyniosą w sumie więcej, niż bilety na autobus. Z drugiej strony jeśli w planach macie np. białą świątynię w Chiang Rai, jest to opcja warta rozważenia. Tak czy inaczej, do pokonana takiej trasy skuterem trzeba mieć żelazny tyłek i dobrą mapę :)

6) Dlaczego nie samolot?

Przylot do Tajlandii pozwala w końcu na 30 dniowy pobyt, więc wydaje się to rozsądne, szybkie i wygodne. Można oczywiście próbować zarezerwować z wyprzedzeniem tani lot na jakieś promocji i załatwić visa run w ten sposób. Bardzo ciężko będzie jednak znaleźć międzynarodowe połączenie lotnicze z Chiang Mai za mniej niż 150zł w obie strony, czyli równowartość dwóch wycieczek lądowych do Mae Sai.

7) Są jakieś inne opcje przedłużenia pobytu?

Tak. Zamiast do Mae Sai można pojechać do niewiele dalej położonego Chiang Khong, na granicę z Laosem. Tam jednak wiza kosztuje $30, a do tego dojazd jest droższy, ale to dobra opcja, kiedy wyczerpie się limit 4 wjazdów w Mae Sai. Alternatywnie można też pojechać „raz a dobrze” i załatwić sobie wizę na 60 dni, ale to sporo większy wydatek i znacznie dłuższa wycieczka. Trzeba złapać nocny autobus do Udon Thani za jakieś 700thb, następnie dojechać do znajdującego się na granicy z Laosem Nong Khai (za kolejne kilkadziesiąt thb). Zapłacić $30 za wizę laotańską, przekroczyć granicę i udać się do ambasady Tajlandii w Wientian, żeby złożyć aplikację o wizę turystyczną na 60 dni. Taka przyjemność kosztuje 1000thb, ale wiza jest wydawana na następny dzień. W międzyczasie trzeba znaleźć jakiś pokój na jeden nocleg, ale to nie powinien być problem w Wientian, za około $10 spokojnie znajdziemy coś przyzwoitego. Później pozostaje już tylko wrócić do Chiang Mai i cieszyć się 60-dniową wizą. Cała operacja nie powinna zająć więcej niż 4 dni, a przy okazji można pozwiedzać stolicę Laosu, jeśli nie miało się wcześniej okazji. Do Udon Thani są nawet połączenia lotnicze z Chiang Mai (linią Nok Air) i czasem da się znaleźć bilety w niezłej cenie. Kolejna opcja to dojazd pociągiem z Chiang Mai do Phitsanulok i złapanie tam autobusu do Udon Thani. Opcji związanych z powrotem do Bangkoku nie opisuję, bo to już kompletnie nieopłacalne czasowo i finansowo.

5 Comments

  1. Pawel
    13 maja 2018

    Witam,
    zakupiłem bilety do Tajlandii z zamiarem przebywania tam 30 dni (bez wizy). Jednakże z tego co się zorientowałem dzień przylotu jest już liczony jako pierwszy dzień pobytu a kolejny dzień jako drugi itd. a nie jak mi się wydawało jeden dzień po przybyciu liczona jest dopiero pierwsza doba pobytu. W związku z takim sposobem liczenia mój pobyt (na podstawie zakupionych już biletów) będzie trwał 31 dni (pomimo że będzie to 30 dób).
    Wiem również że korzystając ze zwolnienia wizowego jednym z warunków które należy spełnić jest konieczność posiadania biletu potwierdzającego opuszczenie terytorium Tajlandii w ciągu 30 dni. Pomijając fakt że warunek ten jest bardzo rzadko egzekwowany nie chciałbym być postawiony w stan zwany potocznie stresem i chciałbym się w jakiś sposób zabezpieczyć na tę ewentualność.
    Myślałem aby zakupić przez internet (będąc jeszcze w Polsce) bilet autobusowy do Birmy bo i tak w trakcie przebywania w Tajlandii (konkretnie w Chiang Mai) będę musiał się tam udać aby wykonać visa run. Czy jednak zakup lub rezerwacja biletu z Chiang Mai do Mae Sai można potraktować jako bilet wyjazdowy z Tajlandii??? Przecież Mae Sai jest położone po tajskiej stronie granicy więc nie jest to bilet potwierdzający wyjazd z Tajlandii. Natomiast biletu autobusowego z Chiang Mai do birmańskiej miejscowości przygranicznej raczej nie ma możliwości zakupu. A może jest jakieś inne wyjście aby nie mieć (ewentualnego) problemu przy wjeździe do Tajlandii?
    Mogę poprosić o jakieś wskazówki jak tą sytuację rozwiązać?
    Pozdrawiam Paweł

    Reply
  2. Marcin
    18 stycznia 2017

    Cześć!
    Ja z podobnym pytaniem, jak wyżej, z tym, że przylatujemy samolotem. Gwarantuje nam to 30 dni bezpłatnego zwiedzania. Jednak kraj opuszczać będziemy drogą lądową do sąsiednich krajów, stąd nie mamy żadnych biletów wyjazdowych z Tajlandii, o których się pisze, że trzeba okazać..
    P.S. Musimy podawać adres pobytu przy uzupełnianiu karty wjazdowej do Tajlandii? Wystarczy adres byle jakiego hotelu w Bangkoku ? :)

    Reply
    • Jo Gasieniec
      20 stycznia 2017

      Hej, adres hostelu możecie wpisać jakikolwiek. My podawaliśmy pierwszy lepszy znaleziony w internecie. Biletów wyjazdowych nikt nam nie sprawdzał, a Tajlandię odwiedziliśmy już dobrych kilkanaście razy. Wydaje mi się, że w razie pytań wystarczy wytłumaczyć, że będziecie opuszczać kraj drogą lądową i tyle :)

      Reply
  3. Maya
    14 października 2014

    Hej, wlasnie jestem w laosie I chce jutro przekroczyc granice z Tajlandia. Przekraczajac ponownie granice potrzebowaliscie bilet wyjazdowy? Wszedzie pisze ze jest wymagany. Da sie to jakos pominac? Np historyjka ze zapomnialam wydrukowac czy to juz nie przechodzi?

    Reply
    • Olo
      15 października 2014

      Cześć! Nikt niczego nie sprawdza. Wjeżdżaliśmy do Tajlandii już kilkanaście razy i nigdy nie musieliśmy przedstawiać rezerwacji ani żadnej innej rzeczy, która teoretycznie jest wymagana. Tak że nic się nie martw i spokojnie jedź na granicę :) Pozdrawiamy!

      Reply

Komentuj