Kraje

Życie na farmie

Życie na farmie

Przyszedł czas na ten wpis. Przymierzałam się do niego już wcześniej, ale po pierwsze nie bardzo miałam czas, a po drugie moje myśli zdecydowanie wędrowały w innym kierunku. Teraz, kiedy już trochę oboje odetchnęliśmy po Glasto i wróciliśmy do codziennej rutyny na farmie, mogę spokojnie zabrać się za pisanie.

Jak już wspominaliśmy oboje, praca na festiwalach i życie na farmie to dla nas nic nowego. Nie żeby się przechwalać, ale jakby nie było, ja jestem tu już siódmy raz, Olo trzeci, więc mamy za sobą pewne doświadczenia.

Przez te wszystkie lata, kiedy w czasie wakacji przyjeżdżałam tu pracować, większość moich przyjaciół i znajomych zadawało sporo pytań o to, jak to wszystko wygląda od kuchni i jak właściwie żyje się na farmie, kiedy nie jesteśmy na żadnym festiwalu?

Żyje się całkiem przyjemnie :) Sporo się zmieniło w międzyczasie i są to zmiany na lepsze.

Farma jest właściwie nieodłączną częścią tej pracy. W przerwie między poszczególnymi festiwalami to tu się regenerujemy, tu szykujemy sprzęty i urządzenia, tu przeładowujemy ciężarówki, żeby dobrze zaopatrzone mogły pojechać na kolejny show. Pracujemy najczęściej od rana do wieczora, praktycznie zawsze jest co robić.

Dzień zaczynamy od wspólnego śniadania i oczywiście kubka herbaty zabielonej mlekiem. Potem wszyscy zabieramy się za to, co musi być zrobione. Rytm dnia wyznacza odgłos zegara wybijającego na kartach pracy godzinę, o której zaczęliśmy i o której skończyliśmy. W międzyczasie siadamy do wspólnego lunchu, oczywiście zapijanego herbatą z mlekiem. Herbata zasługuje na dłuższą wzmiankę, gdyby jej zabrakło, brytyjska gospodarka, polityka i kultura praktycznie by upadły. Herbatą kończy się i zaczyna dzień, herbatą częstuje się gości, poprawia humor, znajduje pretekst na 5 min przerwy. Nie ma mowy o rozpoczęciu czegokolwiek bez filiżanki herbaty.

Również my, wpasowując się w panujące tu zasady, pochłaniamy od kilku do kilkunastu kubków herbaty dziennie. Napojeni i zmęczeni, wieczorem razem siadamy do obiadu, który każdego dnia przygotowuje kto inny.

Oprócz obowiązków to nasze zwykłe, codzienne życie. Wspólna rozrywka, zakupy i czas „po pracy”. Najczęściej razem oglądamy tv, czytamy albo słuchamy muzyki. Jak w domu.

Życie na farmie ma coś z hipisowskiego czy cygańskiego życia w komunie. Szczególnie, że w tym roku mamy własną przyczepę campingową (!!). W poprzednich latach spaliśmy po prostu w namiocie. Nie ukrywam, że komfort jest nieporównywalny, oczywiście na korzyść przyczepy. Teraz od reszty świata nie dzieli nas tylko tropik naszego namiotu. Mamy własne łóżko, prąd, a nawet lodówkę. Za szafę służą nam plastikowe pudełka z Ikei. Pamiętam, jak przyjechałam tu za pierwszym razem, rozkładaliśmy i składaliśmy wtedy namioty każdego dnia, spaliśmy wewnątrz magazynu. W rogu znajdowała się toaleta, a właściwie sama muszla klozetowa, osłonięta kawałkiem plexi. Bez drzwi i normalnych ścian. Teraz wszystko jest inne. Mamy do dyspozycji normalny prysznic, łazienkę, zaaranżowaną jadalnię z kuchnią, pralkę, suszarkę do prania, a nawet tv i dvd.

Przez ostatnich kilka lat, przez specyfikę pracy i życia, udało mi się znaleźć tu przyjaciół na całe życie.

Paca jest dość ciężka, a warunki mają mało wspólnego z wakacjami u babci na wsi, ale pod koniec dnia kładę się spać z poczuciem, że dzień był udany, a odpoczynek zasłużony.

Gipsy LifeStyle12

Wielofunkcyjna stylowa „szafa”

Gipsy LifeStyle04

Kanapa i stolikoszafa

Gipsy LifeStyle10

Wcześniej był śpiwór, teraz łóżko jak się patrzy :)Gipsy LifeStyle14

Po lewej kosmetyczka damska, po prawej męska ..klasyk

Komentuj