Kraje

From airport with love

Posted by in Anglia, Festiwale | No Comments
From airport with love

Nadszedł dzień wyjazdu. Ostatnie dni spędzone w Warszawie minęły w mgnieniu oka. Siedzimy właśnie na lotnisku Chopina i nie możemy uwierzyć, że za chwilę wsiądziemy do samolotu i opuścimy kraj nad Wisłą na ponad 3 miesiące. Najpierw jednak należy się kilka słów o minionych dniach.

W poniedziałek wstaliśmy o 4:00 rano, żeby pozbierać ostatnie rzeczy, dopakować je do i tak już ciężkich plecaków i pojechać na dworzec PKS, gdzie wsiedliśmy o 6:00 do Polskiego Busa i pojechaliśmy do Warszawy. Podróż trwała niecałe 6 godzin i była dramatycznie niewygodna. Autobus fajny, nowy, wifi jest, gniazdka są, klima też, niby „full wypas”, ale ciasno jak cholera – zero miejsca na nogi. Zamontowane nad głowami mini półki na bagaż podręczny były tak małe, że nie było szansy zmieścić niewielkich plecaków podręcznych, więc całą drogę trzymaliśmy je na podłodze i tym bardziej było ciasno. Jak ktoś przed nami lekko odchylał swój fotel, byliśmy dosłownie w potrzasku i nie mogliśmy się ruszyć. Cóż, niska cena wymaga poświęceń, zresztą w Azji nie raz będzie dużo gorzej, więc nie narzekamy już więcej :)

W Warszawie przywitała nas piękna pogoda i wysoka temperatura. Po deszczowym Wrocławiu zdążyliśmy już zapomnieć jak bardzo słońce potrafi poprawić humor. Niewygody podróży szybko uleciały z pamięci i pojechaliśmy zostawić plecaki w naszym pokoju. Pierwszy dzień pobytu był w zasadzie mało obfitujący we wrażenia, trochę pospacerowaliśmy, zjedliśmy obiadokolację, wypiliśmy jakieś piwo i wróciliśmy do pokoju odpoczywać i zbierać siły przed kolejnym dniem.

We wtorek szybko okazało się, że to był dobry pomysł. Koło 14 przyjechaliśmy na Impact Fest i po przejściu przez bramki niemiła dziewczyna z obsługi poinformowała nas, że nie dostaniemy żadnych opasek, więc nie będziemy mogli wyjść z terenu festiwalu i wrócić. Nasze zdziwione miny skomentowała tekstem ‚tak jest na festiwalach’ czym nieźle nas rozbawiła :)from-airport5

Trochę niepocieszeni takim obrotem spraw kupiliśmy piwo i znaleźliśmy stolik pod parasolem z widokiem na scenę. Chwilę później zaczęło się ściemniać i mocno wiać, więc było jasne, że nie obejdzie się bez przygód :) Pogoda zepsuła się tak dramatycznie, że ponad 5 godzin siedzieliśmy pod parasolem i odpieraliśmy kolejne ataki burzy. Jeden zespół po 3 kawałkach zrezygnował z grania, bo zalewało scenę…Tak dotrwaliśmy do 21:00, później ruszyliśmy się trochę pospacerować i znaleźć dobre miejsce przed koncertem Rammsteina.from-airport6Już sam początek koncertu zrekompensował nam poprzednie godziny w deszczu. Do tego akurat na czas tego koncertu deszcz przestał padać! To było jak wisienka na torcie :) Półtorej godziny koncertu minęło raz dwa. Szybko dotarliśmy z powrotem do centrum, brawo dla ZTM za dobrą organizację transportu z festiwalu.from-airport7 Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem ostatnich zakupów i zwiedzania. Spacerowaliśmy między innymi po Łazienkach Królewskich, Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście. Pogoda dopisywała – słonecznie nie było, ale przynajmniej deszcz nie padał – więc po dotarciu do Rynku Starego Miasta usiedliśmy w jednym z ogródków i zjedliśmy całkiem przyjemny obiad. Obejrzeliśmy słynne warszawskie pompy i zaczęliśmy powoli wracać do pokoju, żeby poleniuchować ostatni raz przed wyjazdem. Przez następne kilka miesięcy normalne łóżko i łazienka będą dla nas luksusem :)from-airport2

from-airport8

from-airport3

from-airport4

Dziś rano szybko pozbieraliśmy się, z żalem opuściliśmy nasz pokój i poszliśmy na stację SKM, żeby złapać pociąg na lotnisko. Teraz blogujemy czekając, aż otworzą nasz check-in, żebyśmy mogli wreszcie pozbyć się ciężkich plecaków, przynajmniej na kilka godzin.from-airport1

Pakowanie na festiwale niestety wymaga zabrania trochę większej ilości rzeczy, niż planujemy zabrać ze sobą opuszczając Europę. W efekcie mój plecak waży 20kg, a Pchły niecałe 14. Brzmi drastycznie, ale 5kg z mojego plecaka to namiot, a kolejne prawie 2 to śpiwór. Na angielską pogodę musi być ciepły, zwłaszcza na sierpień i wrzesień.

Zatem nadszedł czas pożegnania. Z większością przyjaciół i rodziną udało się zobaczyć jeszcze przed wyjazdem z Wrocławia, najbliżsi dotarli z nami do Warszawy. I mimo że znikamy tylko na chwilę, to łezka w oku się kręci, jak to przy pożegnaniu. Dla nas to moment trochę smutny, ale też i bardzo ekscytujący, bo nasze pożegnanie oznacza początek przygody!

Komentuj